-Jak to?!Jesteś cały w krwi!Krzyknęłam na niego z wyrzutem.
-To nic takiego.Poweidział.Popatrzyłam na niego stanowczo a po chwili się uśmiechnęłam.
-To co teraz robimy?Zapytałam.
-Chodźmy znów na spacer.Zaśmiał sięMarshal.
-Dobra.Uśmiechnęłam się.Wyszliśmy z jaskni.Szliśmy polną dróżką ale oczywiście szczeniaki msiały zniknć nam z oczu.Poszukałam ich w kępie traw później wbirgłam w pole ale ich nigdzie niebyło.Zaniepokojona zaczęłam je wołać.
-Mellody!Rages!Krzyczałam.Po chwili Rades wyskoczył z pnia starego drzewa a Mellodi z wysokich traw.I podbiegli do nas.Popatrzyłąm na nich zła.
-No co?Zapytali.
-No nic.
<Marshal?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz