czwartek, 30 kwietnia 2015

Od Asky do Marshal'a

Otworzyłam szeroko oczy i popatrzyłąm na niego.
-Naprawdę?Zapytałam.
-Naprawdę.Powiedział i polizał mnie po pysku.
-Ale ty mnie odepchnąłeś i mówiłeś że mnie nie znasz...Poweidziaąłm i znów zaczęłąm płakać.
-Nigdy bym ci tego nie zrobił to musiało ci się śnić.Powiedział.
<Marshal?Wena mi uciekła.>

Od Marshal'a cd Asky

-O co chodzi ?-zapytałem.-Jaka Goldi ?!
-Teraz to udajesz, że nic nie wiesz !-warknęła zdenerwowana.
-Bo serio nie wiem...
-Ta...jasnee...
-Jeśli znałbym jakąś Goldi to chyba bym pamiętał...ale za bardzo nie pamiętam... Znam Asky, moją partnerkę...
<Asky?>

Od Asky do Marshal'a

-To co teraz będzie?Zapytałąm.-Tyle małych szczeniaków.....
-No właśnie nie wiem.Zaśmiał się.
-Lepiej chodźmy zobaczmy co tam robią.Poweidziałąm i zaczęłam iść Marshal szybko mnie dogonił.
Weszliśmy do jaskini a szczeniaki spały.Uśmiechnęłam się.
-Chodż spać.Powiedział.
Położyłąm się obok Marshala i zasnęłam.

~*~Sen~*~
Byłam w jakiejś jaskini gzie było dużo psów.Nagle zobaczyłam Marshala.odiegłam do niego i przytuliłam się.
-Ej co ty robisz zostaw mnie!Krzyknął.Odeszłam od niego.
-Ale Marshal?Zapytałam.
-Skąd znasz moje imię i kim jesteś?!Warknął.
-Asky twoja partnerka?Powiedziałąm ze łzami w oczach.
-Nie moją partnerką jest Gold.Poweidzał i odsunął się na bok żebym mogła zobaczyć suczkę.Rozpłakałam się.
~*~Koniec Snu~*~

Wstałąm gwałownie.Marshal właśnie wchodził do jaskini z sarną w pysku.Wybiegłam z jaskini z łzami w oczach.Siadłam na łące i płakałąm.Nagle wywrócił mnie Marshal.Zakryłąm pysk łapami i krzyknęłam:
-Zostaw mnie idź sobie ze swoją Goldenką!
<Marshal?Asky myśli że to prawda XD>

Od Marshal'a cd Asky

-Najchętniej wzioł bym wszystkie...-zaśmiałem się.
Mellody i Ragi szli grzecznie obok nas. Co chwilę obserwując okolicę.
-Łał ! To jest ta sfora co mówiliście ?!-zawołał Ragi.
-Tak...Myślę, że dobrze będziecie sie tu czuć...-zaśmiała się Asky.
Spojrzałem na szczeniaki.
-Jesteście zmęczeni ?
-Tak, tato...
-Idzcie do tamtej jaskini, będzie tam czekał na was Rafi...
Szczeniaki pobiegły, a ja zostałem sam z Asky.
<Asky?>

środa, 29 kwietnia 2015

Nieobecność !

Przez jakiś czas nie będzie:
Marshal'a
Raphael'a
Juliet
Mellody (której jeszcze nie wstawiłam xD)
Powód: Sprawy osobiste
Do kiedy: nw, ale postaram się co jakiś czas odpisac...

Adm. Szalona Julia

niedziela, 26 kwietnia 2015

Od Asky do Marshal'a

Byłam otoczona słodkimi pyszczkami małych szczeniaków.Rozglądnełam się i zobaczyłam małego szczeniaka husky.Podeszłam do niego.
-Jak ci na imię.Zapytałam.Szczeniak był szczęśliwy i w kącu powiedział.
-Rages ale mówią do mnie Ragi.Powiedział.
-Hmm.... Ragi czy chcesz żebym cie wzieła?Zapytałam i wiedziałam już odpowieć.
-Tak!!!!!Powiedział i przutulił się do mnie.
Podeszłam do Marshal'a z Ragim.
-Możemy iść.Powiedziałam.Szczeniaki skakały nam pod łapami.
<Marshal?Jaka będzie reakcja Raphael'a?>

Od Marshal'a cd Asky

-Coś nie tak ?-zapytałem.
-Wszystko ok...-powiedział i poszedł w najciemniejszy kąt.
-Na pewno...?
-Tak...
- My z Asky wychodzimy... Wrócimy wieczorem...-powiedziałem.
Poszliśmy do sierocińca. Było tam pełno szczeniąt.
Jedno podbiegło do mnie i sie przytuliło.
Znalezione obrazy dla zapytania Owczarek szkocki tri color
-Jak sie mały nazywasz ?-zapytała Asky.
-Jestem Mellody...-pisnęła sunia.
-Wiesz co ?-zwruciłem się do Asky.-Chyba ją weźmiemy...
-Dobrze...
Raptem podbiegły inne szczeniaki.
<Asky ? Mellody jest moja, teraz ty wybierasz :P >

Od Hanami CD Eternity

-Aha, rozumiem-powiedziałam i popatrzyłam w niebo.
Nagle jedna z chmur ułożyła się w psa. Uśmiechnęłam się, po czym zeszłam z mostu i napiłam się wody ze jeziora. Pies nadal patrzył się w niebo jak zahipnotyzowany. Zaśmiałam się cicho.
-Z czego się śmiejesz?!-warknął pies i zwrócił swój wzrok na mnie.
-Z niczego-powiedziałam i zrobiłam słodkie oczka.
Eternity? :3

Od Asky do Marshal'a

-Jak chcesz to możesz.Powiedziałam.
-Nie będzie kłopotów?Zapytał.
-Ze szczeniakiem raczej nie.Odpowiedziałam.Do jaskini wszedł Raphi.
-Cześć!Powiedzieliśmy ja z Marshal'em.
-Hej.Powiedział nadàsany.
<Marshal?Brakus Wenus>

Od Marshal'a cd Asky

Pobiegłem na polowanie. Po chwili przyniosłem sarnę.
-To co ? Jemy ?-zawołała.
Gdy zjedliśmy dłuuugo leżeliśmy.
-Em...-zaczołem.
-Co takiego ?-zapytała się.
-Zastanawiam się czy...
-Czy co ?
-Może weźmiemy przygarniemy jakiegoś szczeniaka ?-zapytałem.
-Albo...-zaczeła.
Zaśmiałem się.
<Asky ^.^>

Od Asky do Marshal'a

-Tak.Nic mi nie jest.Powiedziałam.
-To dobrze.Poweidział i uśmiechnął się.
-To co robimy?Zapytałam i wstałam.
-Na pewno nie pójdziemy na spacer.
-Dlaczego?Zapytałam.
-Bo nie.
-Dobra to ty co proponujesz?
-Hmmm............. głodna jesteś?Zapytał.
-No całkiem tak.
<Marshal?ZBOK>

Od Marshal'a cd Asky

-Ale co się stało ?-zapytała.
-Zendlałaś...i to było trochę straszne...-powiedziałem.
-Aha...
-Ale jest już chyba wszystko ok ? Dobrze się czujesz ?
<Asky ? Marshal nie gwałci xD >

Od Raphael'a cd Lassie

Spojrzałem na nią najpierw ze smutkiem w oczach, puźniej z gniewem.
-A więc wypierdalaj !-warknołem.
-Rafi...
-Nie Rafi ! Raphael ! -szczeknołem i pobiegłem czym prędzej do domu. Nie chciałem jej widzieć. Czułem się źle... Bałem się, że ją stracę...
Położyłem się na swoim posłaniu. Asky i Marshal jeszcze nie wrucili z polowania i spaceru. Ojciec miał mi pokazać nową jamę, w której zamieszkam gdy dorosnę.
Spojrzałem w gwiazdy i cicho zawyłem.
-Jeśli tak ma być...niech będzie, ale proszę...uczyńcie mnie niewzruszonm na to !
Po godzinne zasnołem.

Od Naro Shadow Killer do Majki

Spojrzałem na Majkę przyjaźnie, uśmiechnąłem się.
- Jesteś głodna? - zapytałem.
- Trochę tak. - zaśmiała się. - Teraz ja coś upoluję.
- Hm, jakby nie patrzeć ja tu jestem samcem? - odwzajemniłem gest i spojrzałem na nią spode łba.
- Nie przesadzajmy. - odparła i pobiegła tropem saren. Ja stanąłem jak wryty i patrzyłem na nią prawie w ogóle nie mrugając.

<Majka? Pokaż co potrafisz! :D>

Od Lassie do Raphael'a

- Raphi spokojnie... - Przewróciłam oczami. - Mamo, chodźmy porozmawiać sam na sam. W cztery oczy. 
Maja podeszła do mnie i razem poszłyśmy kawałek dalej, tak by Raphi nie słyszał naszej rozmowy, to co usłyszałam spodobało mi się, ale byłam lekko zmieszana.
- No więc Lassie... Trochę długo nad tym myślałam, a główną przyczyną tego było to że jesteś ciekawska. - Uśmiechnęła się Majka.
- No tak, jestem ciekawska i wszystko mnie przyciąga, ale o czym tak myślałaś? - Zapytałam. 
- Chciałabym byś trochę pozwiedzała świat... W sensie... Wyruszymy w podróż, razem pozwiedzamy a wrócimy tu za 4 miesiące. - Powiedziała trochę niepewnie. 
- Naprawdę?! Chcesz to specjalnie dla mnie zrobić?! - Zdziwiłam się prze szczęśliwa. 
- Oczywiście... To jak? Gotowa? - Zapytała. 
- I to jak! Pójdę tylko... 
- Tak idź mu to powiedzieć. - Przewróciła oczami Majka.
- Dziękuje! 
Szybko pobiegłam do Raphiego. 
- Muszę zniknąć, na mniej więcej 4 miesiące. - Oznajmiłam spokojnie. 
- Co?! Jak to?! Gdzie?! - Zaczął nerwowo.
- Wszędzie! Maja to znaczy moja mama chce mnie zabrać w podróż! Będzie cudnie! Poznam wiele psów, miejsc i różne okolice! - Mówiłam podekscytowana. 
<Raphi? Lassie wyjeżdża :D>

Od Asky do Marshal'a

-Choć do jaskini.Powiedział.
-Dobra.Powiedziałam ale nie mogłam zrobić kroku.Po chwili
łapy zaczeły się trząść i padłam na ziemie.(Spokojnie Asky nie umiera XD)
-Asky!Krzyknął i zaniusł mnie do jaskini.Dalej co było to nie pamiętam :P.Obudziłam się w jaskini obok mnie był Marshal.Spał.Szturchnęłam go i się obudził.
-Asky!Powiedział i polizał mnie po pysku.
-Co się stało?Zapytałam.
-Em... nie ważne.Powiedział i uśmiechnął się.
-Ale ważne że się obudziłaś.Poweidział i przytulił mnie.
<Marshal?Asky nie umrze :P>

sobota, 25 kwietnia 2015

Od Rphi'ego cd Lassie

Przez chwilę nic nie mówiliśmy. W końcu odezwałem się.
-Jeszcze 2 miesiące...
-Ech...a ja 4 miechy...-odpowiedziała.
-I będziemy robić co tylko nam się podoba !-zawołałem uradowany.
-Ciekawe co na to powie Majka...
-Nie wiem...ale mam nadzieje, że pozwoli nam się spotykać...-uśmiechnołem się.
-Też mam tą nadzieje...
-Jeśli coś pujdzie nie tak to uciekniemy stąd !-powiedziałem stanowczo.
-Ale...poradzimy sobie ?
-Oczywiście ! Będziemy dorośli !
-Ja nie wiem co o tym myśleć...
-Naradzie do niczego Cię nie zmuszam...-powiedziałem uspokajając zdenerwowaną suczkę.
-Aha...okey...
Spojrzałem w dal.
-Co tam widzisz ?-zapytała.
-Twoją matkę Majkę...Chodźmy stąd !
-Dobra...
Poszliśmy na staw i oglądaliśmy migocące się w wodzie ryby, ja prubowałem jedną złapać, ale wpadłem do wody. Jestem uparty i sprubowałem jeszcze cztery razy i złapałem dla nas małą przekąskę.
-Smacznego !-powiedziałem odwracając się w stronę wody po drugą rybę którą złapałem z łatwością.
-Nigdy nie jadłam ryby...
-To będzie twój pierwszy raz !-zawołałem i powoli ugryzłem kęsek swojej ryby.-Ale dobra !
Lassie też sprubowała.
Po chwili z ryb zostały tylko kości. A ja padłem na trawę obserwując niebo.
-Wiesz co...?-zapytałem.
-Tak ?
-Gdy będę dorosły to będę musiał znaleźć sobie partnerkę...i chciałbym, żebyś to była ty...
-Serio ?!-zdziwiła się.
-Serio...-zaśmiałem się.-Ale to jak będę dorosły...
-Okey...-zaśmiała się nerwowo.
Raptem za krzaków wyskoczyła Majka.
Byłem już jej wielkości, więc się jej nie bałem. Wstałem z trawy.
-Mamy jeszcze pół godziny !-zawarczałem do suki.
-Plany się zmieniły !!!!-zawarczała.
-Jak to ?! -oburzyłem się.
<Lassie ? Majka ?>

Uwaga ! Do wszystkich (dwóch) szczeniąt

Szczeniaki zostają postarzone o 2 miesiące ! Następne postarzanie : 01.05.2015
Adm. Szalona Julia

Od Marshal'a cd Asky

Gdy zjedliśmy krulika oprowadziłem Asky po jaskini.
-Ciasno, ale własno...-powiedziałem na koniec.
-Aha...ale i tak jest fajnie...
-Cieszę się że Ci się podoba...-uśmiechnołem się.-Idziemy na spacer ?
-Oczywiście !
Razem spacerowaliśmy po łąkach,polach i lasach. Raptem z krzaków wyskoczył jakiś pies. Złapał Asky za gardło. Bez namysłu rzuciłem się na psa. Najpierw odepchnołem go od suczki. A potem skoczyłem mu ma plecy. Pies mnie zwalił ale ja się nie podawałem. Złapałem psa za skurę na karku i rzuciłem nim o kamień. Muzg się rozjebał i wylał. To był okropny widok. Pies żył jeszcze trochę i cierpiał.
-Zabij go !-krzyknęła Asky.
-Nie, niech trochę pocierpi !-zaśmiałem się złowieszczo.
-Ale ja proszę...
-Niech będzie...-powiedziałem i roszarpałem brzuch dla psa, który w tym momencie zdechł.
-Chodźmy stąd ! Jesteśmy poza terenami sfory... Mogą nas tu atakować...-powiedziałem idąc w przeciwną stronę.
<Asky ? Jakto Asky umiera ?!?!?!?!?!>

Od Majki do Naro Shadow Killer


- Jak tu pięknie! - Krzyknęłam- To twoja miejscòwka? - zapytałam
- Tak.
- Jej... Jest piękna.
- A ty masz jakąś miejscówkę? - zapytał
- Tak jakby... Znajduje sie w.miasteczku, przebywam tam praktycznie od dzieciństwa. - Wytłumaczyłam.
- Pokażesz?
- Przyjacielowi chyba zufać mogę. Chodźmy.
Pobiegliśmy do miasteczka tam przeszliśmy dość duży kawał drogi i mnóstwo tajnych przejść. W końcu był mój mały świat. Wskoczyłam na fotel i położyłam sie.
- Może nie jest tak pięknie, ale wygodnie i bezpiecznie. - Powiedziałam.
<Naro?>

Od Naro Shadow Killer do Majki

- Hm... Interesujące. - zaśmiałem się.
- Bardzo. - odwzajemniła gest.
- Słuchaj, no bo, tak się zastanawiałem, czy... Moglibyśmy zostać przyjaciółmi? - zapytałem i popatrzyłem na nią spode łba.
- Nie widzę przeszkód... - uśmiechnęła się. Ja również, ale nie było to lekkie drgnięcie kącików ust, ale szczery, najprawdziwszy uśmiech w wydaniu ''Zabójcy Cienia''.
- To tu... - stanąłem. Majka otworzyła usta i rozglądała się z podziwem.

<Majka?>

Od Majki do Naro Shadow Killer

- Mam pewien dar jak to mówią. - Odpowiedziałam tajemniczo.
- Jaki to dar? - Zapytał zaciekawiony Naro.
- Rozum i serce mi podpowiadają komu ufać, a kogo olać i nie zadawać się z nim. Takie coś jak przewidywanie. - Wytłumaczyłam.
<Naro? Bark weny :C>

Od Naro Shadow Killer do Majki

- Nie wiem, czy będziesz chciała tam iść. - popatrzyłem na nią, a potem w kierunku drogi prowadzącej do mojej tajnej ''miejscówki'' gdzie zawsze mogłem się wyciszyć i spokojnie rozmyślać nad samobójstwem.- Prowadź. - uśmiechnęła się.
- Ładnie się uśmiechasz... - moje kąciki ust lekko drgnęły, a potem rzeczywiście uśmiechnąłem się. Zacząłem iść drogą, Majka po chwili mnie dogoniła.
- Dzięki. - powiedziała. - Coś Cię trapi?
- Nie. Taki już jestem. - odpowiedziałem. - Słyszałem, że dosyć trudno o przyjaźń z Tobą. Zastanawiałem się, czemu tak szybko mnie polubiłaś. - dodałem i popatrzyłem na nią.
<Majka? ;3>

Od Majki do Naro

- Coś się tak zamyślił? - Zapytałam.
- A nie, nic... Nie ważne. - Odpowiedział.
- Mhm... Rozumiem. Idziemy gdzieś połazić? - Zaproponowałam.
- Nie wiem... Gdzie dokładniej?
- Mam ochotę poznać jakieś nowe miejsca.
Wstałam i zaczęłam się rozglądać.
<Naro?>

Od Lassie do Raphiego

Truchtem pobiegłam do domu.
- Trochę się spóźniłaś panno. - Uśmiechnęła się Majka. 
- Wiem, wiem... Przepraszam. - Uśmiechnęłam się i usiadłam do kolacji.
Potem położyłam się spać, rano obudził mnie Raphi.
- Co tak wcześnie? - Zapytałam i wyszłam.
- A tak jakoś. Idziemy na spacer? - Zapytał.
- Czemu nie.
<Raphi?>

Od Eternity do Hanami

- Co tu robisz? - Zapytałem zimnym tonem.
- Siedzę i patrzę w siebie. - Odpowiedziała.
Przewróciłem oczami i zacząłem powoli pić wodę. Potem powoli, ale dumnie wszedłem na most i patrzyłem na niebo.
- A ty często tu przychodzisz? - Zapytała.
- Codziennie. - Powiedziałem krótko.
- I co tu robisz? Tak sobie siedzisz? - Zdziwiła się.
- Nie, rozmyślam apotem mam inne zajęcia. Chodzę na obchody sfory i spotkania z gangami.
<Hanami?>

piątek, 24 kwietnia 2015

Od Asky do Marshal'a

-Cześć.Powiedziałam i pocałowałam Marshala.
-Hej Asky!
-Gdzie Raphi?
-Wcześnie poszedł na łąkę do swojej koleżanki.Powiedział.
-Ok.Powiedziałam.
-Jesteś może głodna?Zapytał.
-No całkiem tak.Powiedziałam i uśmiechnełam się.Marshal podsunął mi królika.Zaczęłam jeść dołączył się też Marshal.
<Marshal?Asky umiera>

Od Marshal'a cd Asky

-To cześć !-zawołałem i pobiegłem do swojej jaskini. Powiedziałem o Asky dla Rafiego. On zbytnio się tym nie przejmował. Był szczęśliwy, że jego kumpela nie odeszła ze sfory.
Na drógi dzień Asky miała przeprowadzić się do nas.
Wyścieliłem trzy dołki "łóżka" kwiatami i trawą.
-"Tak będzie wygodnie"-pomyślałem i potem poszedłem na polowanie. Złapałem sarnę i trzy zające. Zaniosłem to do jamy. Raptem u wejściu pojawiła się Asky.
<Asky?>

Od Hanami do Eternity

Spacerowałam jak zawsze po terenach sfory. Było cicho, i spokojnie. Nagle zaczęło mi burczeć w brzuchu. "Czas na polowanie"-na samą myśl, ślinka zaczęła mi cieknąć z pyszczka. Pobiegłam do lasu. Już po chwili poczułam zapach sarny. Szłam za tą niezwykłą wonią. Nagle ujrzałam na małej polance, dużą, tłustą sarne. Jadła sobie spokojnie trawke, nie zważając na to co się dzieje wokoło. Wspaniale, ta sarna to bardzo łatwy cel. Schowałam się w krzakach i czekałam na odpowiedni moment. Gdy sarna znalazła się wystarczająco blisko krzaków, wyskoczyłam z nich i wylądowałam na grzbiecie sarny. Przestraszone zwierze spanikowało i zaczęło się miotać na wszystkie strony. Po chwili jednak padło. Ucieszyłam się i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam, poszłam nad jeziorko. Zaczęłam wpatrywać się w swoje odbicie, gdy nagle, obok swojego odbicia, zobaczyłam też odbicie innego psa. Spojrzałam w bok. Rzeczywiście, stał tam duży, masywny pies rasy Owczarek Szwajcarski.
-Witaj, jestem Hanami-zaczęłam rozmowe.
-Eternity-odpowiedział pies.
Eternity? :3

Od Naro Shadow Killer do Majki cd

- Hmm.. Jesteś głodna? - zapytałem i spojrzałem na nią badawczo.
- W sumie, to tak. Przez te nasze zawody zgłodniałam. - zaśmiała się i spojrzała na mnie maślanymi oczkami. - Mógłbyś upolować coś dla mnie?
- Jasne. To dla mnie żaden problem, poczekaj tu, za pięć minut będę. - uśmiechnąłem się, a gdy biegłem na łąkę zastanawiałem się, dlaczego Majka sprawia, że się uśmiecham. W sumie to dziwne, że gdy się poznaliśmy moje życie nabrało większego sensu, że mogę coś dla niej zrobić, pobawić się z nią, porozmawiać. To miłe...
 Moje przemyślenia się zakończyły, bo nie chciałem wystraszyć łani, które pasły się na łące dosłownie parę metrów przede mną. Przybrałem moją pozycję do polowań, i starałem się cicho stąpać po ziemi i nie szeleścić. Gdy byłem wystarczająco blisko, wyskoczyłem na jedną z saren i wgryzłem jej się w kark. Reszta stada uciekła oglądając się, czy nie biegnę za nimi. Wziąłem zdobycz i zmierzyłem w stronę jeziora, nad którym ostatnio widziałem się z Majką. Gdy wyszłem zza krzaków nie było tam Majki. Podeszłem bliżej i położyłem sarnę na ziemi. Nagle usłyszałem szelest. Za mną stanęła Maja.
- BU! - krzyknęła.
- Nie przestraszyłaś mnie. - zaśmiałem się.
- Widziałeś mnie? - zaskoczona zapytała i również się zaśmiała.
- Słyszałem. - odparłem. - Mam dosyć silny instynkt łowiecki i słyszę każdy, najmniejszy szelest. Jedz..
- Okej. - jej kąciki ust lekko drgnęły i zaczęła jeść. Ja usiadłem na moście i patrzyłem na zachodzące słońce. Po kilku minutach Maja podeszła do mnie i usiadła obok.
- Idź jedz.
- Sarna była dla c i e b i e. - powiedziałem i spojrzałem na nią.
- Ale ty też musisz coś zjeść! - zaśmiała się.
- No okej... - zgodziłem się i przyniosłem sarnę na most, po chwili zjadłem ją a resztki rzuciłem na brzeg.
 Zacząłem dokładnie obserwować Majkę, jak jej sierść powiewa w wietrze, jak piękne ma oczy, i jaką jest cudowną suczką. Nigdy nie widziałem piękniejszej... Zaraz... Czy ja się... Nie, nie wymówię tego słowa. To słowo dla mnie n i e   i s t n i e j e! Ja nie mogę się zakochiwać, to niestosowne dla mnie i mojej natury. Ehh... Zakochałem się.. Nie będę tego ukrywać...
- ...
<Majka? ^^>

Od Majki do Naro

- Jasne! - Krzyknęłam.
Zaczęły się nasze zawody, starałam się jak najszybciej płynąć, lecz Naro mnie prześcignął.
- W wodzie nie masz ze mną żadnych szans! - Krzyknął.
- W wodzie nie... - Burknęłam.
Wyszliśmy na suchy ląd i wytrzepaliśmy się. Usiadłam na trawie i wpatrywałam się w jezioro.
- Często tu przychodzisz? - Zapytał mnie pies.
- Częściej niż myślisz. - Odpowiedziałam.
<Naro?>

Od Asky do Marshal'a

-No.......................................................................................................................Powiedziałam i Przytuliłam się.
-Chyba się zakochał.Powiedział.
-W takim wieku to słodkie :3.Poweidziałam.
-Nom. :3Poweidział
-WOW jest już 22:30.
-No zasiedzieliśmy się.
-Lepiej chodźmy.Powiedział.
-Ok.Wstałam i pomaszerowałam do swojej jaskini.
<:33333333333333333333333333333333333333333333333333Marshal?>

Od Marshal'a CD Asky

-Raphi... Poznał jakąś koleżankę...-zaśmiałem się.
-Poważnie ?!
-Tak, bardzo ją lubi...Może i coś więcej...no nic, on nie jest taki mały...ma 8 miesięcy...
-Aha...
-A my chyba z dziećmi poczekamy..,co ?
<Asky ?>

Od Asky do Marshal'a

Uśmiechnęłam się.
-Ślicznie tu.Powturzyłam się.
-Ty gaduło.Zaśmiał się Marshal.
-Mogę być kompletnie cicho.Uśmiechnęłam się.
-A tak w ogule co z Raphim?
<Co będzie z małym Raphim???? :O Marshal?>

Od Naro Shadow Killer do Majki CD

Popatrzyłem na siebie, potem na wodę i wskoczyłem do jeziora. Szybko podpłynąłem do suczki i lekko się uśmiechnąłem, jednak zrobiłem to tak, że chyba tego nie zauważyła. Rzadko się uśmiechałem, przez całe moje życie raczej w ogóle, zaledwie 3 razy. Nie byłem psem, któremu jest do śmiechu. Zastanowiłem się chwilę i powiedziałem.
- Hm.. Jakby się tak zastanowić, to wciąż nie wiem jak masz na imię. - spojrzałem na nią.
- Mów mi Majka.. - zaśmiała się.
- Majka... Ładne imię. - moje kąciki ust lekko się poruszyły.
- Ścigamy się? - zapytała.
- Wiesz co, nie wiem jak ty, ale ja się zgadzam. - zaśmiałem się.
- Ok... Do połowy jeziora? - zaproponowałem i popatrzyłem na wybrane przeze mnie miejsce.
<Majka?>

Od Marshal'a cd Asky

-Heh...-zamysliłem się chwilę.-Wiem !
Poszliśmy na taką łąkę.
-Ładnie tu...-powiedziała.
-Ale w nocy będzie jeszcze piękniej...
Poczekaliśmy do 21:30 i przyleciały świetliki.
-Ojej...Jak pięknie...-zachwyciła się Asky.
Pocałowałem ją.
<Asky ?>

Od Asky do Marshal'a

-To co teraz robimy?????????????"Zapytałammmm.
-No ja nie wiem a co ty proponujesz?Zapytał.
-Hmm......... Ale my byliśmy już wszędzie.Powiedziałam i zaśmiałam się.
-To fakt.Powiedział.

Od Raphi'ego cd Lassie

Się działem smutny na łące. Raptem pojawiła się Lassie. Od razu poprawił mi się chumor.
-Jednak jesteś ! Myślałem, ze nigdy Cię nie zobaczę !-usmiechnołem się.
-Jak widac jestem...
-To bawimy się ?-zapytałem.
-No...
Bawilismy się godzinę i pół.
-Muszę wracać...
-Czemu ?-zapytałem.
-Mama...
-Aha...dobrze...odprowadze Cię...
Poszlismy do groty. Majka powitała mnie warknięciem, a ja jej odwarknołem i pożegnałem Lassie.
-To do jutra piękna !-powiedziałem i pobiegłem do domu.
<Lassie ?>

Od Majki do Naro

- Nic nie musi mieć sensu... - Westchnęłam. - Sens rodzi się wraz z czasem i wyobraźnią, ale trzeba umieć sobie wyjaśniać niektóre rzeczy. - Wytłumaczyłam.
- Chyba pierwszy raz ktoś od tak się do mnie uśmiechnął. - Przewrócił oczami.
- A ja się rzadko uśmiecham do nieznajomych... No cóż taką mam naturę. - Zaśmiałam się i weszłam na most.
- Chcesz wskoczyć do wody? - Zapytał.
- No a jak. Gorąco mi! - Wzięłam rozpęd i wskoczyłam do zimnej wody.
<Naro?>

Od Lassie do Raphaela

- Nie mogę... - Pokręciłam głową. - Muszę się słuchać Majki. - Westchnęłam. 
- Oj no proszę... - Westchnął. 
Do jaskini przyszła Maja z jedzeniem, lecz szybko je odłożyła i podeszła do mnie. 
- Zostaw ją w spokoju. - Odpowiedziała. 
- Bo co? ! - warknął Raphi. 
- Bo to że nie życzę sobie by psy zbliżały się do mojej córki. - Zmrużyła oczy. 
- Nie odejdę z tond, nie zrobisz mi nic. - Odpowiedział. 
- Masz rację, ale w każdej chwili mogę się z tond zabrać i iść daleko, tam gdzie Lassie będzie bezpieczna. - Odpowiedziała Maja. Trochę się wystraszyłam tych słów, dałam znak Raphiemu by odszedł. Przytuliłam się do Mai smutna. 
- Maju... - Zaczęłam cicho. 
- Lassie, może jestem trochę surowa, ale uwierz chcę ciebie chronić, lepiej jak nie będziesz się zadawać z psami, znajdziesz sobie przyjaciółki, na to będzie czas. 
- Proszę, chcę mieć chodź jednego przyjaciela. 
Maja zmiękła, spuściła głowę i cicho powiedziała. 
- Godzina dziennie. 
- Godzina i pół. - Uśmiechnęłam się.
- Dobrze, ale jak coś ci ktoś zrobi, nie ręczę za siebie będę w stanie zabić tego kogoś, Lassie... Nie wpakuj się tylko w kłopoty bądź ostrożna. - Odpowiedziała.
- Będę, nie martw się mamo... - Szepnęłam a Majka mnie polizała. 
- Ale dziś już nie wyjdziesz, czekaj do jutra. - Powiedziała surowo. 
Wyczekiwałam z niecierpliwiona jutro, na następny dzień pobiegłam na łąkę.
<Raphi?>

Alpha II i Nowa para

Alphą II
Zostaje Asky !
No i zostaje partnerką Marshal'a ^^

Od Marshal'a cd Asky

Przytuliłem suczkę.
-Postaram się nie być wredny...-zaśmiałem się.
-A ja gadatliwa...
Przytuliłem ją jeszcze raz.
<Asky ? Tuuuuulimyyyy ! >

Od Raphi'ego cd Lassie

Zobaczyłem jak suczka odchodzi. Zasmuciłem się i pobiegłem do domu. Marshal czekał na mnie.
-Wiesz co...em... Możesz mówić na mnie tato...
-Dzięki !-krzyknołem i przytuliłem się do niego.
-Dobra,dobra...-uśmiechnoł się Marshal.
-Tato...spotkałem dzisiaj suczkę Lassie... Ale taka głupia borderka na mnie się wydarła, że nie mogę się z nią bawić...
-Hm... Nie daj się jeśli bardzo Ci zależy na tej suczce...
-Dzięki tato...-powiedziałem i poszedłem spać.
Na drugi dzień, byłem na łące. Mała suczka przyszła chwilę po mnie.
-Cześć... Tamta suka to twoja matka ?-zapytałem.
-Ech...tak...
-Przykro mi...Pobawmy się !-zawołałem.
-Dobra !
Zaczęliśmy się bawić i tak przez trzy godziny.
Raptem wpadła tu ta suka i zawarczała na mnie.
-Co ja ci do cholery jasnej mówiłam !
-Gówno mnie to obchodzi suko !-ryknołem.-Nie możesz mi nic zrobić ! Jestem następcą alphy II i jeśli sktzywdzisz mnie to cała sfora obruci się przeciwko tobie !-powiedziałem odwarznie. Nie byłem już takim małym szczeniaczkiem, miałem 8 miesięcy za cztery miesiące będę dorosły i uczyłem się odwagi od Marshal'a.
Suka była zaskoczona, moim zachowaniem. Wzięła Lassie w pysk i odwruciła się.
-Gdzie z nią idziesz ?!-krzyknołem.
-Nie twoja gówniana sprawa smarkaczu !-zawarczała.
-Tak się składa, że moja sprawa !
Byłem bardzo zdenerwowany. Gdybym urusł bym pokonał tą sukę... Ale nie jestem jeszcze w stanie...
Odwruciłem się i poszłem w krzaki, ale tak naprawdę szlem za suką .
Doszłem do małej jamy. Gdy suka zasnęła weszłem do jamy i obudziłem Lassie.
-EJ ! Lassie ! Chodź ze mną na nocy spacer !-powiedziałem cicho.
<Lassie ?>

Od Asky do Marshal'a

-Emm.... Marshal..... Ja........ CIEBIE TEŻ!Powiedziałam. (W tym poscie będzie dużo ....)
-:D
-:D
-:D
-:D
.........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
<Marshal?Szalony post :D ..................................................................................................>

Od Lassie - Ciekawość, wrogość i pierwsze... Emocje?

Dzisiejszego ranka wstałam wcześnie, Majka była na nogach, poinformowałam ją o tym iż wychodzę, rzuciła tylko kilka słów zajęta robotą.
- Uważaj na siebie! Nie gadaj z obcymi! Przede wszystkim nikomu nie ufaj!
- Wiem, wiem Maja...  - Pokręciłam głową, ale z uśmiechem i podeszłam do niej po czym szepenęłam do ucha
- Zajdę po drodze do tego naszego staruszka, trochę mu pomogę a potem przyniosę ci coś do jedzenia.
Majka spojrzała na mnie bystrym i śmiesznym wzrokiem. Wybiegłam z jaskini i podeszłam wolno do wodopoju, wpatrzyłam się w swoje odbicie i przypomniałam słowa Majki które dodały mi otuchy. Potruchtałam na łąkę tam próbowałam łapać motyle, czułam że ktoś mnie obserwuje, odwracałam się we wszystkie strony, dostrzegłam coś w krzakach, postanowiłam iść do już do staruszka. Gdy szczekałam przed oknem pan krzyknął radośnie i wyszedł, podniósł mnie do góry i wziął do domku. Szukał czegoś w szufladzie, w końcu wyjął piękną, różową obrożę z medalikiem na którym było moje imię "Lassie". Dzisiaj pan pokazał mi coś bardzo dziwnego, były to cztery małe owce, obwąchałam je i zaczęłam na nie lekko szczekać. Po krótkiej chwili zaczęłam robić coś w stylu zaganiania.
- Dobrze Lassie! Dobra psina! - Krzyczał pan co sprawiało że jeszcze bardziej spodobało mi się to zajęcie. Na koniec dał mi strasznie dużo dobrego mięsa, zaniosłam je do Majki.
- Ło ho! - Krzyknęła.- Co mu się stało że tyle dał? - Zapytała i porwała jeden kawałek.
- Bo... Bawiłam się dzisiaj z owcami! I zobacz! Dał mi te piękną obrożę.
Majka o mało co się nie udusiła.
- Lassie! To było zaganianie! Zapewne uczył ciebie zaganiać owiec... Ile ich było? - Odparła zdziwiona.
- Cztery... Wiesz podobało mi się to, jak na razie to moja jedyna zabawa. - Uśmiechnęłam się i usiadłam prosto.
- Dobrze... Więc chodź do niego i zdobywaj wiedzę... Późno się robi już za chwilkę zachód słońca.- Zmieniła temat Majka.
- Mogę iść jeszcze na dwór? - Zapytałam z nadzieją.
- Em... Nie powinnaś Lassie... - Pokręciła głową.
- Będę grzeczna! Wrócę od razu po zachodzie, chcę tylko zobaczyć ten piękny krajobraz. Będę na łące.- Przekonywałam ją.
- No dobrze... Ale jak nie wrócisz od razu idę po ciebie. - Odpowiedziała srogo.
Wybiegłam z jaskini, gdy byłam na łące usłyszałam coś w krzakach, nie przejęłam się zbytnio. Położyłam się na trawie i wyczekiwałam zachodu słońca. W końcu doczekałam się zachodu, strasznie mi się podobał, nagle zza krzaków wyskoczył szczeniak. Zaczęłam warczeć i cofać się.
- Czemu warczysz? - Zapytał.
- Odejdź! - Rozkazałam,
- Dlaczego? - Zapytał i zaczął się zbliżać a ja jeszcze bardziej cofać.
- Nikt ci nie mówił że z obcymi się nie rozmawia? Bo mnie nie wolno!
- Ale ja nie jestem nieznajomym... Jestem Raphael...ale mów mi Rafi albo Raphi... Ze sfory LD. - Przedstawił się.
- A ja Lassie... Córka Majki... - Westchnęłam.
- Pobawimy się? - Zapytał.
Na rozmowie zleciało nam trochę i było już po zachodzie. Zaśmiałam się i zrobiłam "ukłon" tak jak zrobił Raphi. Nagle wyskoczyła Majka i stanęła nade mną warcząc na psa.
- Zostaw ją w spokoju! - krzyknęła Lassie.
- Ale ja nic nie zrobiłem, chcieliśmy się pobawić. - Wytłumaczył Raphi.
- Nikt nie będzie się zbliżał do mojej córki, bez mojej zgody! - Warknęła Majka po czym wzięła mnie w pysk i zaczęła iść. Cicho szepnęłam do psa
- Cześć.
<Raphi?>

czwartek, 23 kwietnia 2015

Uwaga ! Zmiana !

Zmiana charakteru u Miracle Juliet ! 
:D
Adm. Szalona Julia

Uwaga !

Wszystkie psy zostają postarzone o rok ! Wszystkie oprócz szczeniąt !

Adm. Szalona Julia

Od Naro Shadow Killer do Majki

Biegłem przez zarośla, robiłem sobie tory przeszkód z materiałów, które znalazłem by załagodzić nudę. Niestety po 2 godzinach znów zacząłem się nudzić. Pomyślałem, że mogę pójść popływać, to w sumie niedaleko, a jest taki upał, że zaraz się tu ugotuję. Podreptałem więc z gracją w stronę jeziora, które mijałem gdy niosłem gałąź. Odsłoniłem krzew i nad jeziorem zobaczyłem siedzącą suczkę, wydawała mi się być dosyć dumna, jej ciało z gracją się poruszało, a jej sierść lekko powiewała w wietrze, co sprawiało, że poczułem dziwne kręcenie w żołądku, które zdarzyło się tylko raz, wtedy, gdy zobaczyłem śliczną sukę przechodzącą za moim ogrodzeniem, gdy mieszkałem u tego zjeba Tomka. Cicho, z dumą podszedłem do niej i usiadłem obok.
- Kim jesteś? - zapytała i lekko odskoczyła.
- Nikim. Nie ma mnie tu.. - powiedziałem wpatrzony w jezioro, nawet nie popatrzyłem na nią.
- Pytam serio. - spoważniała.
- Ehh... Jestem nikim. Nazywam się Naro Shadow Killer, ale mów mi po prostu Naro, bo to wkurzające, kiedy ktoś mówi do ciebie trzema słowami. Pewnie nie będziesz miała ochoty na rozmowę ze mną, bo uwierz, nie będzie ona zbyt interesująca, może dlatego, że połowę życia spędziłem w dziczy, sam, drugą połowę za ogrodzeniem, a karmiony byłem raz na tydzień, w sumie nie powinno cię to obchodzić. I zaraz pewnie stąd pójdę, bo będziesz sobie tego życzyć. - zakończyłem i popatrzyłem na nią niewzruszonym wzrokiem.
- Mhm... Mogę z tobą pogadać. - popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła.
- Okej, tylko powiedz mi, czy przy mnie można się uśmiechać? Bo jakoś nie widzę w tym sensu. - odparłem.
<Maaaajka? ;3>

Od Majki

Swoje życie w pełni chciałam poświęcić małej, wszystkich innych miałam gdzieś, podbiła ona moje serce. Dzisiejszego poranka to ona mnie obudziła, była u mnie zaledwie 2 dni i już się zadomowiła. Delikatnie położyła na mnie swoje przednie łapki i zrobiła słodkie oczka.
- Pójdziemy na spacer? - Zapytała błagalnie.
Dotknęłam jej mięciutkiej sierści i uśmiechnęłam się.
- Naturalnie mała... - Szepnęłam i wstałam. - Chodźmy do wodopoju. - Dodałam.
Suczka truchtała obok mnie a ja powolnym krokiem szłam dumnie przed siebie tak jakbym była jej prawdziwą matką. Podeszłam do czystej wody i napiłam się, Lassie uczyniła to samo.
- Szkoda że jestem głupią, brzydką i niechcianą sierotą... - Szepnęła i zbliżyła się do mnie.
Uniosłam powoli głową oblizując się i spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem.
- Lassie? - Powiedziałam srogim głosem.
- Tak? - Spojrzała mi w oczy.
- Spójrz proszę w swoje odbicie... - Powiedziałam i usiadłam obok niej a suczka zaczęła się przyglądać swojemu odbiciu. - Jesteś piękna, mądra i naprawdę rozsądna, nie jesteś sierotą, bo jesteś moją... Córką Lassie, obiecuje że cie nie opuszczę, obiecuję że cie wychowam najlepiej jak mogę, że cie obronie przed tym co sama przeżyłam, że nikt cie nigdy nie skrzywdzi, że będę przy tobie... Zawsze, Lassie uwierz w siebie, dostrzeż zalety, ale nigdy, nigdy nie daj się zwieść i z dala od obcych, mamy siebie i to starczy.
Mała się uśmiechnęła a ja zaczęłam śpiewać
- Masz piękny głos. - Odpowiedziała Lassie. - Uczył cie ktoś śpiewać? - Dodała po chwili.
- Ja? Sama się uczyłam, miałam mnóstwo czasu na to, wyciąganie i takie tam... - Westchnęłam.
- A gdzie to ćwiczyłaś? - Zapytała
- Na ulicy bądź jak siedziałam w klatce na walkach, wiesz... Pokochałam śpiew bo dzięki temu żyłam, taka nadzieja na lepsze jutro. - Mruknęłam. - Taka nadzieja na lepsze jutro. - Szepnęłam.
- Nauczysz mnie śpiewać? - Zapytała mała
- Tak... 
Już następnego dnia zaczęliśmy lekcje śpiewania. Lassie miała śliczny i wyrobiony głos. Chwaliłam ją za każdym razem i poprawiałyśmy razem błędy. Tak mijały mi dni na opiece nad śliczną... Opowiadałam jej historię z życia, o miłościach o tym że nie warto się zakochiwać i niestety, ale nie mogę pozwolić by się zakochiwała... Mała (tak ją nazywam prawie zawsze,) Była coraz bardziej ciekawa świata, a ja zaczęłam jej pozwalać wychodzić samej na dwór...

Od Marshal'a CD Asky - Ważna wiadomość

Rano wstałem przed Rafim i popędziłem na łąkę. Po chwili miałem bukiet w pysku i niosłem go zadowolony do jamy znajomej.
Podeszłem do śpiącej suczki i zostawiłem kwiaty, po czym szybko popędziłem na polowanie. Złapałem dwa dorodne zające czyli pokarm bogów i wróciłem do Asky.
Gdy kładłem jedzenie na ziemi suczka obudziła się.
-Z jakiej to okazji ?-zapytała.
-Chciałem...Ci powiedzieć...a raczej zapytać...Czy zostaniesz moją partnerką ?-wykrztusiłem ze zdenerwowania.-Kocham Cię...
<Asky ? Tylko mi nie uciekaj !>

Od Asky doMarshal'a

-Dobra Raphi idź już lepiej jest dosyć późno.Powiedział Marshal.
-Oki!A kiedy przyjdziesz?Zapytał maluch.
-Jak już wcześniej mówiłem w nocy.Powiedział.Szczeniak wesoło pobiegł do swoiei jaskini.
-Wiesz ja też muszę iść.Powiedziałammmmmmmmm.
-Okej do jutra!
-Pa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Powiedziałam i pobigłam do jaskini.
<Marshal?Ale z ciebie Wenus Brakus Pospolitus a i właśnie Wenus Brakus :< >

Od Majki c.d Marshal'a

- Głodna jestem... - Szepnęła wychudzona mała.
Westchnęłam i zabrałam suczkę na łąkę. Tam chciałam coś upolować, jednak nie mogłam...
"Nie, nie, nie! Jak mam się zająć tą małą skoro nie mogę zadbać o wyżywienie?!" - Pomyślałam.
- Dobra, idź teraz za mną i bądź ostrożna. - Pokręciłam głową i zaczęłam truchtem zmierzać do drewnianej chatki.
Tam wyszedł starszy pan, wysunęłam małą pod jego nogi. Był on zachwycony nią.
- Jaki z ciebie śliczny szczeniak!
Wziął ją w ręce i pogłaskał. Wtedy wyszłam zza rogi i zamerdałam ogonem. Odłożył suczkę na ziemię i pogłaskał mnie. Zaszczekałam, ten poszedł do domu i przyniósł nam jedzenie.
- Shadow widzę że znalazłaś sobie małą towarzyszkę. - Zaśmiał się staruszek.
- Shadow? - Zdziwiła się młoda suczka.
- Tak, tak na mnie mówi nadał mi "drugie" imię. - Przekręciłam oczami.
- Ty będziesz... Aaah... Już wiem, piękna i olśniewająca Lassie. - Uśmiechnął się.
Popatrzałam na niego lekko zazdrosnym wzrokiem.
- Ty też jesteś piękna Shadow. - Pogłaskał mnie.
Gdy zjadłyśmy chwilę bawiłyśmy się na podwórzu mężczyzny potem polną drogą wracałyśmy do domu.
- Kim on w ogóle dla ciebie jest? - Zapytała mnie mała.
- To dla mnie człowiek o złotym sercu, zawsze daje mi jedzenie kiedy przyjdę, a ja mu czasem pomagam, lecz teraz coraz rzadziej tam przychodzę, nawet się do niego przywiązałam a on do mnie, nadał mi więc imię a ja postanowiłam w pełni na nie reagować. - Wytłumaczyłam.
- A ja nie mam imienia... - Zasmuciła się.
- Od teraz jesteś Lassie, piękna i olśniewająca jak to ujął staruszek. - Zaśmiałam się.
- No dziękuje bardzo.- Uśmiechnęła się.
- Jutro ci coś pokażę mała, ale do tego jeszcze czas.
- Będę zniecierpliwiona. - Odpowiedziała.
Gdy doszliśmy do jaskini suczka położyła się spać, ja w nocy wyszłam na dwór patrzeć na gwiazdy.

Nowa suczka ! Drugi szczeniak !

Lassie !

Od Marshal'a CD Asky

Westchnołem. Malec radośnie skakał koło mnie.
-I co mały ?-zawarczałem.-Zadowolony ?!
-Oczywiście tato ! UPS...przepraszam Marshal...
Asky się zaśmiała, ale skarciłem ją wzrokiem.
<Asky ? Ech,,,Wenus brakus>

Od Asky do Marshal'a

-Spoko.Powiedziałam.
-Czyli ja mam iść?Zapytał malec.
-Asky chcesz żeby został?Zapytał mnie Marshal a szczeniak się na mnie patrzył.
-Może zostać.Powiedziałam i wstałam.
<Marshal?Wenus Brakus Pospolitus  :/>

środa, 22 kwietnia 2015

Od Marshal'a cd Asky

-Och...przykro mi...-powiedziałem.-Mam nadzieje, że go spotkasz...
-Ja też mam taką nadzieję...
-Bądźmy dobrej myśli...
Chwile posiedziliśmy w ciszy. Raptem usłyszałem szczekanie. Pdwruciłem głowę i zobaczyłem Raphael'a pędzącego w naszą stronę.
-Co ty tu robisz ?-zapytałem.
-Szukałem Cię !-zawołał.
-Ale mówiłem, że przyjdę w nocy i rzebyś nie wychodził z jamy !-zawarczałem.
-Ale...nudziłem się...nie ma w tej Sforzę innych maluchów !-zapiszczał malec.
Warknołem tylko.
Asky była zaskoczona tą całą scenką.
-Raphi poznaj Asky, Asky to jest Raphael...-powiedziałem nadąsany.
-Twój syn ? Czy przybrany ?-zapytała.
-Nie, nie syn... Jak już to uczeń...-powiedziałem.
<Asky ?>

Od Raphael'a cd Marshal'a

-Ech...-westchnołem ciężko.
-Co się stało ?-zapytał.
-Nie,nic...a nie mógł bym zostać z tobą ?-zapytałem.
-Nie umiem wychowywać dzieci...-oburzył się pies.
-Ale...-nie dokończyłem i wyszłem z jaskini. Polubiłem Marshal'a i nie chciałem go opuszczać... Dzisiaj widziałem śmierć ojca...już za wiele tego...zostałem sierotą...
Wskoczyłem na gałąź i popiskiwałem płacząc. Marshal wskoczył tuż za mną.
-EJ...mały... Nie płacz ! Bądź twardy !-zawołałem.
-Ale...ja chyba nie umiem...
-Nauczę Cię...wiesz co ? Mam pomysł ! Pokażesz mi co umiesz, a ja zastanowię się czy Cię zatrzymam...
-Dobrze...-moja twarz rozpogodziła się.
Już po chwili bylyśmy na łące. Miałem złapać jakieś zwierzę.
Zobaczyłem zająca. Zrobiłem to czego uczył mnie tato i go zabiłem.
Marshal był zdumiony.
-No dobra... Widzę, że może być z Ciebie porządny pies ! Zostajesz ze mną jako mój uczeń...
Ucieszyłem się.
-Dzięki...tato...-powiedziałem, pies spojrzał na mnie warcząc.-Znaczy Marshal...
Poszlismy do jaskini.

Nowy pies ! Raphael ! Szczeniak !

Nowy pies ! Raphael ! Przybrany Syn Marshal'a !

Od Marshal'a cd Majki

-Wiesz...chciałem Cię przeprosić... Rozumiem, że nie jestem dla Ciebie odpowied...co to za szczeniak ?-zawarczałem.
-Uratowałam go z walk psów...-powiedziała suczka.
-Aha...-odpowiedziałem.-I przepraszam za tamto...Cześć ! -powiedziałem i pobiegłem nad rzekę. Usiadłem i oglądałem swoje odbicie...
-No dobra Narcyzie...bo się zakochasz...-zarzatowałem sam do siebie i pobiegłem do jakiejś stodoły. Zobaczyłem dwa walczące psy, a jakieś dwadzieścia przyglądało się walce. Na wysokiej sfofie siedziały trzy psy. Jeden był rasowym pitbulem, a dwie tulące się do niego suczki były w typie collie.
-Marshal !-zawołał pitbul.-Dawno Cię tu nie widziałem...
-Ja również się cieszę Hiro...-powiedziałem cicho warcząc.
-Po coś przyszedł ?-zapytał.
-Po jajco ! Nie wież o co mi chodzi ! -zawarczałem.
Raptem jakiś owczarek podszedł do mnie z szczeniakiem. Podsunoł go do mnie i powiedział.
-Jego matka zginęła w walce, a ja jestem już za stary na wygraną z tym psem...-wskazał na doga niemieckiego.- Jeśli umrę, weźmiesz go ze sobą... Nazywa się Raphael...
Byłem zaskoczony.
-Dobra, wezme go...-powiedziałem.
Pies poszedł walczyć z dogiem i oczywiście przegrał, był teraz mokrą plamą.
Chciałem odejść ze szczeniakiem, ale zatrzymał mnie Hiro.
-Wiesz...ja bym Ci tego chuderlaka oddał, ale wiesz... Moje dziunie chcą byś za walczył z Nerikim... -gdy to mówił z tłumu wystąpił owczarek niemiecki.
Natychmiast rzuciłem się na kundla. Pies jednak był tagrze sprytny, ale szybko załapałem jaki jego był słaby punkt czyli szyja. Wystarczało kilka udeżeń zębami i pies leżał jak długi. Wziołem psiaka w zęby i zaniosłem do swojej jaskini.
-Maluchu... Więc nazywasz się Raphael ?
-Tak, proszę Pana...ale niech Pan na mnie mówi Rafi albo Raphi...
-Dobrze... Ja jestem Marshal... I tak się do mnie zwracaj... Zostaniesz tu dopuki nie znajdę Ci zastępczej matki...-powiedziałem.

Od Asky do Marshal'a

-W jednym jeszcze miejscu nie byliśmy.Powiedziałam.
-Jakim?Zapytał.
-Na granicy sfory a z resztą sam się przekonasz.Powiedziałam i ruszyłam.Marshal szybko mnie dogonił.Doszliśmy na miejsce na zachód słońca.
-To tu.Powiedziałam.
-No tu nigdy nie byłem.Przyznał.
-A ja tak z moim bratem.Ciekawe czy go jeszcze spotkam.Powiedziałam.

Od Majki do Marshal'a

Milczałam patrząc w ziemię, nic nie czułam, sparaliżowało mnie co mi się zdarzało tylko jak się naprawdę bałam, albo jak nie wiedziałam co robić, a zdarzało to się bardzo rzadko. Moje łapy jak i całe ciało było sztywne, jak z drewna. Marshal mnie dotknął łapą, wtedy się "obudziłam" i zaczęłam iść przed siebie.
- Gdzie idziesz? - Zapytał.
- Przed siebie! - krzyknęłam. - Muszę się na kimś wyżyć. - Dodałam z zaciśniętymi zębami.
Dostałam mocnego "zastrzyku" energii co sprawiło że musiałam się "rozładować". Zaczęłam biec w miejsce gdzie niegdyś były walki, ku mojemu zdziwieniu nadal były, lecz psów było nie wiele. Westchnęłam i weszłam do środka, rozległ się hałas szczekających psów, zostali tylko ci co uwielbiali walki. Ujrzałam Desato stojącego przede mną.
- Proszę, proszę a któż to wrócił? Majeczka? Majunia? Moja dziunia? - Uśmiechnął się.
Chwyciłam go łapą za gardło i przybiłam do ściany.
- Majka! Tylko tak się do mnie zwracaj, a jak do mnie powiesz jeszcze raz dziunia... To ci rozwalę łeb o podłogę! - Krzyknęłam warcząc.
Psy w klatkach zaczęły głośniej szczekać, w kącie ujrzałam małego szczeniaka, przerażonego, był zamknięty w klatce, powoli do niego podeszłam i warknęłam.
- Z tego co mi się zdaje nielegalne jest trzymanie tu szczeniąt!
- Ależ ty byłaś tu, ty tu się urodziłaś. - Powiedział Desato.
- To co innego! Żadne szczeniaki nie powinny przeżywać tego co ja. - Opuściłam głowę.
- Dobra, dobra, po co tu przylazłaś? - Zapytał jeden z klatki.
- Chcę tego malca. - Odpowiedziałam pewna siebie.
- Hola hola, panienko. - Odpowiedział Desato. - Nic za darmo. - Dodał jeden z jego kumpli zza boksu.
- A więc? Co mam zrobić? - Zapytałam patrząc na szczeniaka.
- Stoczyć walkę. - Zaśmiał się złowieszczo Desato.
- Ale w sensie... Taką jak kiedyś walczyłam? - Zdziwiłam się i spojrzałam na psa.
- Tak, ale z równie sprytnym i silnym psem jak ty. A nawet silniejszym. Poznaj proszę Misze.
Zza progu wyszła chuda suczka rasy australian cattle dog.
- Jak z nią wygram, to oddacie mi szczeniaka i nie będziecie więcej prowadzać tu szczeniąt? - Zapytałam.
- Tak, teraz tu rządzą psy, nie ludzie. Naszych właścicieli zabrała policja, ale widownia jeszcze przychodzi oglądać nas.
Czekałam godzinę na moją walkę, wciąż byłam pełna energii i chciałam stoczyć porządną walkę, byłam w stanie poświęcić się, odczuć ból byleby uratować szczeniaka. I nadszedł czas, wskoczyłam na ring i stanęłam na samym końcu. Moja przeciwniczka była dobrze zbudowana i pełna bezczelności na ryju. W końcu rzuciliśmy się na siebie, była sprytna i przegrywałam. Walnęła mną o ziemię, wbiła kły i zaczęła szarpać moją skórę. Odepchnęłam ją łapą i wstałam. Nie zważając na ból ugryzłam ją w ogon i pociągnęłam, ta przewróciła się, chciałam skoczyć jej do gardła, lecz ona przeturlała się. Gdy szła na mnie skoczyłam na nią i było "rodeo". Walka była długa i krwawa, lecz wiedziałam o co walczę, chyba miałam zbyt dobre serce, tak mi się zdawało w jednej chwili. W końcu obie padłyśmy na ziemię, zebrałam resztkę sił i walnęłam sukę w pysk po czym przydusiłam ją do ziemi, rozległ się krzyk ludzi i wiwaty.
- Wygrana! - Krzyknął jeden z ludzi. Suczka nie mogła się podnieść a ja? "Pieprzyć ból R.A.P musisz być dzielny! " - te słowa mi siedziały w głowie. Wyszłam z ringu i poszłam do psów, moja sierść zamiast białej była upaćkana krwią suczki oraz moją. Podeszłam do szczeniaka i uśmiechnęłam się.
- Wygrałaś? - Zapytał jeden z psów.
Przytaknęłam głową i słodkim głosem powiedziałam do malucha:
- Nie bój się mnie, zabiorę cie w piękne miejsce, wszystko będzie dobrze.
Chwyciłam go w pysk i wyszłam z budynku. Poszłam do sfory, gdy byłam przy mojej jaskini położyłam szczeniaka wtedy przybiegł Marshal.
<<Marshal??>>

wtorek, 21 kwietnia 2015

Od Marshal'a cd Majki

-Dobra...-powiedziałem.
Po chwili  byliśmy  na małej górze. Był malowniczy zachód słońca.

-Ech...-westchneła suczka.
-Przepraszam...wiesz...za tego psa...-powiedziałem. Suczka mi nic nie powiedziała.
-Wiesz...może uznasz mnie za wariata, ale chyba coś do Ciebie czuję...-powiedziałem.-Ale jest mały problem...
-Jaki ?
-Do Asky czuje prawie to samo...
<Majka?>

Od Marshal'a cd Asky

-Ale zajebiście !-zawołałem.
-Robiłeś to już kiedyś ?-zapytała.
-Niee...
-Hahaha...-zaśmiała się.
-Dobra...Idziemy...em...hm...byliśmy już wszędzie...-zaśmiałem się.
<Asky?>

Od Majki do Marshal'a

- Mru... - Szepnął tylko i zamknął oczy obcy mi pies.
Imię Mru coś mi mówiło, ale nie wiedziałam co. Cofnęłam się i pokręciłam głową.
- Coś sie stało? - Zapytał Marshal.
- Nie wszystko ok, ale to imię coś mi przypomina, coś kojarzę. - Szepnęłam bardzo cicho i odwróciłam się. - Chodźmy już stąd.
<Marshal?>

Od Asky do Marshal'a

Uśmiechnęłam się.
-To co teraz robimy?Zapytałam i zaczęłam się rozglądać.
-Skakałaś kiedyś z wodospadu?Zapytał.
-Nie...Powiedziałam.
-A chcesz spróbować?Zapytał
-No jasne!Odpowiedziałam.Pobiegłam za Marshal'em i dotarliśmy do wielkiego wodospadu.Wszedliśmy na samą górę.
-Na 1,2,3 okey?
-Okey!
-1
-2
-3!I skoczyliśmy.
<Marshal nie miałam co wymyślić>

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Od Marshal'a cd Asky

Zasmiałem się.
-Co się smiejesz ?
-Z Ciebie...
-Czemu ?
-Juz sam nie wiem...-odpowiedziałem.
<Asky ?>

Od Marshal'a cd Majki

Ruszyłem w stronę psa.  Pies rzucił sie na mnie i chciał złapać za szyje, ale zrobiłem unik i sam capnołem psa. Raptem Majka krzyknęła.
-Stuj !
Ale było już za puźno... Pies powoli zdychał.
Zdążył jeszcze powiedzieć...
<Majka ?>

niedziela, 19 kwietnia 2015

Od Asky do Marshal'a

-A jak by inaczej.Powiedziałam i uśmiechnęłam się.Wziąłam swój kawałek sarny i pięć minut nie mineło a już jej nie było.
-Masz wielki apetyt.Powiedział i dokączył swoją część.
-Dzięki ale też byłam głodna.Powiedziałam i oblizałam pysk z krwi.
-To dlaczego nie mówiłaś?Zapytał.
-No bo nie byłam wtedy taka głodna.Powiedziałam.

Od Majki do Marshal'a

Zaczęłam szczekać strasznie głośno, tak że Marshal przyszedł.
- Na co szczekasz? - Zapytał.
Przed chwilą był tu taki jeden pies, starałam się go pogonić. - Odpowiedziałam.
- Jaki? - Zdziwił się.
- Czarny... O tamten! - Krzuknęłam wskazując na psa za krzakami.
<Marshal?>

sobota, 18 kwietnia 2015

Od Marshal'a cd Majki

Cisza. Usłyszałem tylko jakieś radio. Zawarczałem, bo myślałem, że to ludzie. Miałem już iść do sfory gdy ta muzyka przyciągnęła mnie i... zacząłem śpiewać:

Jedna chwila z Tobą taka miła odmieniła moje życie,
Chwile piękne są na szczycie,
Z Tobą całkiem inne życie.
Twa osoba jest wyjątkowa, Mi wystarczą Twoje słowa. 
Dona!
Przy Tobie ma osoba jest gotowa zacząć wszystko od nowa powie miłe słowa,
Kocham, tęsknie, płacze. 
Kiedy Cię zobaczę...?
Uśmiechnięty Twój każdy dzień na nowo trzeba 
bez Ciebie cicho, w mym świecie szaro nie chcę już, proszę wróć
Chwile te najgorsze kiedy Ciebie nie ma, to jest bez znaczenia...
Bardzo chcę z Tobą być dzielić wszystkie wspólne chwile...
Zamknij oczy, pomyśl chwilę!
Zamknij oczy, pomyśl chwilę!

Miłość z Tobą jest cudowną drogą,
A ja dalej jestem sobą pozwól abym był z Tobą,
Jesteś kochaną osobą, myśli moje zawsze z Tobą,
Idę Twoją drogą rozświetloną życia promieniami 
Wszystko już za nami!
Wszystko już za nami!
Wierzę, że jesteś tą osobą, każdą chwilę chciałbym spędzać z Tobą.
W Twych objęciach kłaść się spać, 
Razem z Tobą rano wstać.
Obok Ciebie zawsze być, zawsze z Tobą pragnę żyć ,
jesteś jak moje przeznaczenie,
Przyszłość zależy od Ciebie...

Niezapomniane chwile, tego nie da się wymazać
Nie raz przychodzi taki moment, gdy potrzeba się wypłakać
Przez to wspomnieniami wracasz, widzisz to co było szczęściem
Zamykasz oczy i widzisz tylko przestrzeń. 
Powracasz tam i znów tam jesteś 
myśli bezkres przypomina sobie chwile,
Które były dla was piękne...

Dziś wiedzą, że już tak nie będzie sen się urywa,
Otwierasz oczy, widzisz tylko zdjęcie
Czasem idę drogą, którą nikt nie może iść
Sam się gubię pośród ciemnych otchłań czasu 
Myśli moje, czasem łapię się za głowę, wtedy jest już solem.
Powiesz kilka słów,
jestem gotów znów aby cieszyć się, aby cieszyć się życiem
Me uczucie nie wygaśnie,bo pokazałaś mi wyraźnie swoją całą wyobraźnię, wyobraźnię...

Myślami byłem teraz przy Cleo...Brakowało mi jej...Bardzo... Raptem usłyszałem szczekanie. Zobaczyłem Majkę.
<Majka?>

Od Marshal'a cd Asky

-Mam tendencje do wpierdalania się w nie swoje sprawy...-powiedziałem patrząc na martwą sarnę.
-Mhm...Widać... -powiedziała.
-Jemy?-zapytałem dzieląc zębisakmi sarnę na pół.
<Asky ?>

Od Juliet cd Kishan'a

-No, dobra... Poradzisz se...-powiedziałam.
Pies chciał już odejść, ale się potknoł i upadł. Jednak nie zareagowałam. Pies się nie poddał i szybko wstał. Niestety, jego łapa krwawiła i zostawiał ślady na ziemi...
-Hm...-zamysliłam się.
-Co ?!-burknoł.
-Nie, nic...ale przez te ślady znajdą Cię ludzie i wsadzą do schroniska...tam tylko kraty i kraty, a potem jak nikt Cię nie chce to usypiają Cię...
-To Co mi kurwa doradzisz ?-zadrwił.
-Znajź jakąś jamę, zaraz będzie padać i zmyje krew...a rana powinna przez ten czas przestać krwawić...-mówiąc to spojrzałam na deszczowe chmury.
Pies wetchnoł i poszedł gdzieś się zaszyć. Po chwili lunoł deszcz, ale nie trawał długo. Zobaczyłam jeszcze z oddali rudego psa wychodzącego z jamy.
Prychnełam jedynie w jego stronę i poszłam. "Cholerna wredota"- powiedziałam pod nosem.

Od Hanami CD Kishan'a

-Hanami, a ty?-odburknęłam.
Pies zawarczał, po czym przyjrzał mi się dokładnie. 
-Kishan-odpowiedział.
Prychnęłam i ponownie zaczęłam jeść sarne. Pies przyglądał mi się. Podsunęłam mu pod nos duży kawał mięsa. Kishan popatrzył na mnie podejrzliwie a później obwąchał mięso. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy pies zaczął jeść. Gdy Kishan zjadł, wstał i zaczął iść. Ja także wstałam.
-Gdzie się wybierasz?-spytałam.
Pies tylko prychnął i zaczął iść dalej. 
Kishan? Wenus Brakus.

Od Kishan`a CD Juliett



~

 Przez chwilę biegłem z całą swoją możliwą prędkością. Ale przez chwilę. Już po pewnym czasie zacząłem stopniowo zwalniać, coraz ciężej oddychając. Kilkakrotnie zmusiłem się jeszcze od szybszego biegu, aż w końcu przystanąłem głośno dysząc. Przez chwilę rozglądając się w około, zastanawiałem się którędy teraz iść. Niby byłem tutaj już jakiś czas, a nadal nie znałem dokładnie tych terenów. Zazwyczaj trzymałem się tylko jednej części - tej pustej. Nie miałem kontaktu praktycznie z żadnym psem, a jak coś to szybko się zmywałem. Dzisiaj zapuściłem się w głąb sfory, gdzie czuć było mnóstwo psów. Ta sytuacja nieco mnie denerwowała, ale przysiągłem sobie, że nauczę się kontrolować swoje emocję i będę się hamował. Przecież nie chcę nikogo stąd zagryźć... zaraz by mnie wywalili. Nie żebym się tym jakoś specjalnie przejmował, po prostu wędrowałbym dalej... jak zwykle sam. W końcu zdecydowałem się dalej zmierzać na północ, drzewa rosły tutaj dosyć gęsto a w oddali było słuchać szum rzeczki. Podążyłem w tamtym kierunku, w celu napicia się. Musiałem wyglądać tak, jakbym chciał się przed kimś ukryć. Co nie było prawdą, po prostu taki już miałem chód. Poza tym, psu o takim kolorze futra jak moje, przychodzi to z ogromną trudnością. Widać mnie już z daleka. Zbiegłem w dół zbocza, w połowie zaczynając hamować, tak żeby nie wpaść do zimnej wody. Przyznam, że było tutaj dosyć stromo i ślisko, ziemia rozsuwała się pod moimi łapami... musiało w nocy troszkę tutaj napadać. Ostatni metr pokonałem skokiem, lądując w wodzie po opuszki łap. Zanurzyłem pysk w wodzie, rozkoszując się chłodną i świeżą wodą. Niestety mój spokój nie trwał wiecznie i już po chwili został zagłuszony szczekaniem jakichś psów. Czyli nie tylko mi, spodobało się to miejsce? Przewróciłem oczyma po czym ruszyłem dalej, ponieważ nie chciało mi się wspinać po zboczu wskoczyłem na powalony pień drzewa, który idealnie prowadził w górę - jak taki mostek. Szybko znalazłem się na górze, akurat wtedy gdy z przeciwnej strony zaczęły ''zjeżdżać'' dwa psy w kierunku wody. Prychnąłem po czym machnąwszy ogonem, dumnie ruszyłem dalej. Niestety miałem tak wysoko podniesiony łeb, że w pewnym momencie nie zauważyłem małego urwiska. Zleciałem kilka metrów w dół, lądując w krzakach. Przynajmniej zamortyzowały mój i tak, nieprzyjemny upadek. Byłoby o wiele lepiej, gdyby nie przeklęty kolec który wbił mi się w łapę. Wyciągnąłbym go sobie, jednak nie tutaj... muszę odejść stąd jak najdalej, mam dosyć tego miejsca a w szczególności tych krzaków. Wychodząc z nich, zaczepiłem się jeszcze skórą na plecach o ostre ciernie, rozrywając ją sobie. Krwawienie na szczęście niedługo ustało, jedynie moje piękne, rude futro było teraz czerwone i brudne. Trudno, wyczyści się potem. Mając już kompletnie spartaczony humor, klnąc przed nosem wlazłem na jakąś polankę. Niestety, ktoś już tam musiał być. Jakaś suczka, która od razu przejęła się stanem mojej łapy i zaczęła biegać w około, w poszukiwaniu jakiejś roślinki. Była na tyle miła, że wyjęła mi ten kolec i kazała sobie przyłożyć zioła do ociekającej krwią rany. Głupia, co mi chce tym gestem udowodnić? Chce być miła, zaprzyjaźnić się? Nie ze mną te numery. Czekać dziesięć minut? Nie mam całego dnia, żeby przejmować się jakąś durną ranką na cholernej łapie. Nie minęła nawet minuta, kiedy odrzuciłem przesiąkniętą krwią roślinkę. 
- Mocniej się nie dało? Ojej... jeszcze bardziej otworzyłeś sobie ranę - przekrzywiła łeb 
Z udawanym zaciekawieniem, spojrzałem na łapę po czym uśmiechnąłem się, szorstkim językiem przejeżdżając po ranie. Metaliczny smak krwi zaczął drażnić moje podniebienie, oblizałem tak łapę jeszcze kilka razy po czym otrzepałem się. Kilka kropelek krwi z futra zaplamiło trawę, która nie była już idealnie zielona.
- Masz gdzie indziej jeszcze rany?
- Taaa ale to nic... nie takie rzeczy przeżyłem - westchnąłem wspominając ranę postrzałowej, po której została tylko blizna, zakryta sierścią. 

(Juliett? Przepraszam, że tak długo i kiepsko) 

Od Asky do Marshal'a

Po kilku minutach wysuszyliśmy się i zeszliśmy na brzeg.
-Zgłodniałem.Powiedział.
-Idziemy na polowanie?Powiedziałam i wstałam.
-Jasne!Powiedział i razem pobiegliśmy na polane.Skradałam się do najbliższej sarny ale Marshal ją pierwszy złapał.

Od Majki do Marshal'a

- Nic, nie ważne... - Pokręciłam łbem.
Marshal tylko prychnął i szedł dalej. Ja się zatrzymałam i przez chwilę myślałam.
- Coś się stało? - Zapytał.
- Nie, idź dalej. - Powiedziałam i zawróciłam.
- Majka! - Krzyknął.
Jednak nie zwracałam na to uwagi i szybko zaczęłam iść. Poszłam do parku, było w nim trochę dużo ludzi, więc poszłam w stronę starego mostku. Usiadłam na betonie gdzie siedziałam kiedyś z ukochanym zaczęłam śpiewać.
nigdy już nie będzie nas.
Choć zaczynam nowy dzień
teraz więcej wiem
Jeszcze wczoraj przysięgałeś
miłość po grób
właśnie wczoraj obiecałeś że
nie skrzywdzisz mnie znów.

Ref.
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

2.Kiedyś byłam pełna ciepła
mogłam wiele dać.
Od miłości uciekłam
nie chce jej już znać.
Jeszcze wczoraj przysięgałeś
miłość po grób,
właśnie wczoraj obiecałeś ze
nie skrzywdzisz mnie znów

Ref.
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

3.Właśnie teraz żegnam cię
wierząc że nie będzie źle
ocierając swoje łzy
zatrzaskuje drzwi
nigdy więcej,
nigdy więcej...
miłość po grób
nigdy więcej,
nigdy więcej...
nie, nie skrzywdzisz mnie znów

Ref.
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

Usiadłam i spojrzałam w wodę gdzie odbiła się tylko połowa mnie. Wybiegłam z tam tond, zaczęły mnie wołać jakieś małe dzieci. Powoli do nich podeszłam. Zaczęły mnie głaskać i rzucać mi patyki, trochę się z nimi pobawiłam potem chciałam już wrócić do mojej jaskini, po drodze zobaczyłam hycla, trochę się przestraszyłam, spojrzał na mnie i wyciągnął siatkę, w wozie miał 3 psy. Westchnęłam i zaczęłam powoli iść. Hycel się chytrze uśmiechnął i chciał na mnie wbiec, ominęłam siatkę i weszłam pod wóz. Przegryzłam szybko dwa kabelki, wyszłam i od razu zobaczyłam kij skierowany na mnie. Koleś walnął mnie w przednią łapę, spojrzałam jak spływa mi czerwona krew. Nie robiłam sobie nic z tego i wskoczyłam na hycla przewracając go. Gdy upadł wskoczyłam do wozu i otworzyłam klatki.
- Przed siebie i wprawo! - Krzyknęłam do psów.
- A co z tobą? - Zapytał owczarek niemiecki.
- Dam se radę. - Uśmiechnęłam się i popędziłam psy. - No szybko!
Podbiegłam do hycla i ugryzłam go w rękę, po czym zaczęłam biec przed siebie. Przeskoczyłam przez mur i wbiegłam do lasu. Zaczęłam iść do swojej jaskini.
<Marshal?>

Od Marshal'a cd Asky

Zaśmiałem się i sam wskoczyłem do wody. Przez chwilę pływaliśmy. Gdy wyszliśmy, wskoczyłem na gałąź nad wodą.
-Co robisz ?-zapytała Asky.
-Chcę się wysuszyć...wskakuj !-pokazałem na drugą gałąź. Suczka wskoczyła.
<Asky ?>

piątek, 17 kwietnia 2015

Od Marshal'a cd Majki

-Co "ale" ?-zawarczałem zirytowany.
Nastąpiła długa cisza, przerwana tylko jej westchnięciem.
<Majka?>
(Marshal, sorry, że wtrącam się w twoje opo ale pis trochę dłuższe-Ailee)

środa, 15 kwietnia 2015

Od Hanami do Asky

Spacerowałam po terenach sfory. Nie miałam nic lepszego do roboty. Nagle, coś poruszyło się w krzakach. Ustawiłam się w pozycji gotowej do walki. Po chwili zza krzaków wyszła suczka Owczarka Niemieckiego. Zawarczała. Popatrzyłam na nią z powagą i wyprostowałam się.
-Należysz do sfory?-spytałam.
-Tak-odpowiedziała suczka.
-W takim razie, nie jesteśmy wrogami. Hanami-powiedziałam i podałam jej łape.
-Asky-odpowiedziała.
Moja mina nadal nie zmieniała wyrazu. W tej sytuacji starałam się być poważna. Asky uśmiechnęła się.
Asky?

Od Ailee CD Kajmana

-Spoko-uśmiechnęłam się-Jestem Ailee, Alfa tutejszej sfory Pack Of Little Devils, a ty?-zapytałam. Pies spojrzał się na mnie dziwnie.
-K-Kajko, Kajman-odpowiedział.
-Chcesz dołączyć do sfory mojej i Marshal'a?-spytałam.
-Marshal'a?
-To taki pies-odpowiedziałam.
Kajman kiwnął głową. Zgodził się dołączyć do sfory. Znalazłam mu najpierw jaskinie, a później zapoznałam z Marshal'em oraz onnymi członkami sfory.
Kajman?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Od Majki do Marshal'a

Po chwili skakania na sofie postanowiłam wyjść, pocałowałam stary kocyk który leżał w koncie, miałam go od dzieciństwa. Podeszłam do Marshal'a.
- Eh... - Westchnęłam. - Chodźmy już.
Marshal wstał i zaczął iść na przód nie odzywając się.
- Nie mogę sobie sama załatwiać pożywienia okej? - Powiedziałam trochę głośno z gulą w głosie. - Nie mogę polować, bić się, ani... - Tu mój głos zamarł.
<Marshal?>

Od Marshal'a cd Majki

-To głupie !-zdenerwowałem się.
-Co ?
-To wszystko ! Powinnaś sama sobie zdobywać jedzenie ! Nigdy bym tak nie chciał...
-Twoja sprawa...-powiedziała i wskoczyła na sofę, a ja wyszłem na zewnątrz.
<Majka ?>

Od Kajko

Szedłem wąską drużką leśną, próbowałem sobie przypomnieć jak mam na imię, w końcu się to mi udało.
- Ka... Ka...Kajko. - Powiedziałem do siebie, a po chwili dodałem. - Kajman.
Szedłem cały czas przed siebie, czułem lekki strach, lecz nie dawałem go po sobie poznać. Zacząłem biec, nagle wpadłem na jakąś suczkę, patrzyłem się na nią, lecz nie chciałem by się spłoszyła więc odwróciłem wzrok.
- Sorry że w ciebie wbiegłem.- Powiedziałem po chwili.
<Ktoś?>

Od Asky do Marshal'a

-Dzięki.Powiedziałam i zaczęłam jeść na siłę.
-To co robimy.Zapytał.
-No sama nie wiem.Powiedziałam.
-Chodź pójdziemy na spacer.Zaproponował.
-Okey.I poszliśmy nad jezioro.Siedziałam i patrzyłąm w odbicie wodzie.Westchnęłam i w tym samym momęcie Marshal wepchnął mnie do wody.
-Marshal!Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.

Od Marshal'a cd Asky

-To dla Ciebie...-powiedziałem z uśmiechem.
-Dzięki, ale nie trzeba było...
-Trzeba ! Jesteś zmęczona po wczorajszym...-powiedziałem z uśmiechem.
<Asky?>

Od Majki do Marshal'a

- E tam... - Machnęłam łapą. - Nie jest tak źle.
- Według mnie wszyscy ludzie są źli. - Burknął pies.
Zachichotałam cicho i pociągnęłam Marshal'a za ucho.
- Chodź, pokażę ci mój mały świat.
Zaczęłam iść przed siebie machając i trzymając ogon w górze. Marshal dogonił mnie i szedł obok mnie. W końcu dotarliśmy do miasteczka, zaczęłam iść w stronę restauracji. Usiadłam przy barze i szepnęłam do Marshal'a
- To Philip. Daje jeść każdemu bezpańskiemu psu, właściciel restauracji znam go już bardzo długo.
Zaczęłam szczekać i drapać w blat, zza niego wyłoniła się smukła sylwetka człowieka. Stanęłam na dwie łapy i przybrałam pozę "tancerza". Pan Philip się zaśmiał i przyniósł mięso dla mnie i dla Marshal'a.
- Zołczak! - Uśmiechnął się do mnie. - Przyprowadziłaś sobie kolegę heem?
Rzucił nam mięso. Kiwnęłam do Marshal'a i zaczęłam jeść. Gdy skończyliśmy wyszliśmy na chodnik.
- Znam jeszcze taki kilku, oraz dobre miejsca. Biegnij za mną!
Zaczęłam biec do mojej kryjówki, przeszliśmy przez mały tunel i przeczołgaliśmy przez dziurę, dotarliśmy do miejsca gdzie było dużo starych materacy i sof.
- Tutaj przebywałam gdy byłam jeszcze uliczną psinką. - Westchnęłam.
<Marshal?>

Od Marshal'a cd Majki

-Ja ich nie lubię ! Banda debili i tyle !-zawarczałem.
<Majka ? Opko miało być o wiele dłuższe ale się usunęło -.->

Od Majki do Marshal'a

- Zaprowadzasz mnie w inny świat. - Zaśmiałam się, podrzuciłam jedno jajko do góry i złapałam w pysk po czym zjadłam, tak samo zrobiłam z drugim.
- Nieźle. - Uśmiechnął się.
- Thanks Men. - Zaśmiałam się.
- Idziemy na polowanie? - Zapytał mnie Marshal.
- Niee, to nie najlepszy dla mnie pomysł... - Pokręciłam głową.
- Czemu? - Zdziwił się.
- Eee, nie ważne... Po prostu... Nie poluję. - Za jąkałam się.
- To jak zdobywasz pożywienie? - Zapytał.
- Czy to ważne? Kto by chciał na ten temat rozmawiać.
- No na przykład ja. - Odpowiedział szybko.
- Eh... Jestem psem z ulicy, to tam zbieram pożywienie, raz w kawiarni, raz coś ze śmieci, raz od ludzi... Wiele możliwości. - Uśmiechnęłam się. - Po prostu bardzo lubię miasto i niektórych ludzi z tam tond. - Dodałam.
<Marshal?>

niedziela, 12 kwietnia 2015

Od Marshal'a cd Majki

-Dla mnie to wrogowie gorsi, niż psy czy wilki... I te ich maszyny !-zdenerwowałem się i popędziłem na drzewo. Uderzyłem w nie z całej siły i po chwili spadło gniazdo z jajeczkami, które zjadłem. Podałem jedno dla Majki.
-Masz, prawdziwy larytas !-powiedziałem podsuwając nosem dwa jajeczka.
<Majka ?>

Od Majki do Marshal'a


Przypatrywałam sie psu... O dziwo widziałam w nim coś niezwykłego co sprawiało że byłam przy nim sobą, czułam sie po prostu dobrze. Zamyśliłam sie i próbowałam odgadnąc co to jest i dlaczego tak mam. Faktycznie bałam sie komu kolwiek zaufać a nawet nie chciałam tego robić, lecz coś sprawiało że sie przed nim otwierałam. To wyjątkowe uczucie towarzyszyło mi chyba od początku.
- Idziemy na spacer? - zapytałam.
- Czemu nie...
Ruszyliśmy przed siebie w głowie mi siedziały jeszcze jego słowa które niedawno mówił.
- Troche dużo ran masz po tej wojnie. - Powiedziałam.
- Może i tak, ale to nic.
- Ludzie nie są tacy źli. - Rzuciłam nagle, sama nie wiedziałam właściwie czemu to powiedziałam.
<<Marshal?>>

Od Kishan`a - C.D Hanami



Tak sobie muzyczka w tle ;3
~
 Kolejny skowyt psa oraz ciepła, lepka krew dostająca się do mojego pyska. Szarpnąłem w bok łbem, mocniej zaciskając szczęki na karku wyższego ode mnie psa. Ogromny pies runął na bok, przejeżdżając kilka metrów na plecach. Pozostawił za sobą ślad roztartej, ciemnoczerwonej krwi. Na Arenie dało się usłyszeć głośne okrzyki radości, nic dziwnego statystycznie 75% zgromadzonych, zawsze stawiali zakłady na mnie. Jak nic tytuł mistrza w tym roku jest na wyciągnięcie mojej łapy. No ale nic… zakończmy ten pojedynek. Zanim pies  zdążył się zebrać, w mgnieniu oka znalazłem się obok niego i wbiłem pazury w jego miękką i dosyć delikatną skórę. Zupełnie jak szczeniak. Taki kruchy, bezbronny, słaby… ścierwo! Zacząłem rzucać się jak opętany aż dostałem jakimś przedmiotem w żebra. Zanim atak się powtórzył, błyskawicznie odskoczyłem od ledwo żywego psa i złapałem w zęby ogromną pałkę, wyrywając ją barczystemu mężczyźnie z rąk. Niestety na Arenie było ich więcej i już po chwili byłem okładany nimi co chwilę. Nie dawałem jednak tak łatwo za wygraną, rzuciłem się na człowieka który najczęściej i najbrutalniej mnie uderzał. Odbiłem się tylnimi łapami od podłoża i w tym długim skoku, zdążyłem umiejscowić się na jego klatce piersiowej i wgryźć w rękę. Olbrzym ryknął z bólu. Najpewniej odgryzłbym mu tą rękę, gdyby nie to, że dostałem w łeb. Wszystko nagle się rozmyło, okropny pisk rozdzierający wszystko w około. Czułem się tak, jakby łeb mi zaraz miał eksplodować, czaszka złamała się na pół a w mózg ktoś wbił ostry, zakrzywiony nóż. Kiedy otworzyłem oczy, czułem jak wszystko mnie boli. Obok mnie stał mój właściciel, który spoglądał na mnie ze złością oraz rozdrażnieniem. Czyli jak zwykle go zawiodłem… zły ze mnie pies. Do następnej walki mam zaledwie tydzień, to wystarczająca ilość czasu, żebym znowu urżnął jakiegoś psa jak dzisiaj. Przez pierwsze trzy dni, potrzebowałem dojść do siebie. Natomiast ostatnie dni do walki, poświęciłem na treningu. Czyli wyżywaniu się na swojej ''klatce'' spałem w malutkim kantorku, na grubym łańcuchu który wbijał mi się w szyję. Nie wychodzili ze mną na spacer, tak więc nie trudno zgadnąć, że zapach tutaj był naprawdę... niesamowity. Cały czas gryząc łańcuch, troszkę go już zgryzłem jednak moje dziąsła nieźle na tym ucierpiały. Ryłem pazurami w ścianę, tak, że tynk zaczął już powoli odpadać.
- Głupi pies - usłyszałem gdy tylko otworzyły się ciężkie, metalowe drzwi [wcześniej były normalne, ale je zniszczyłem ] - to twój czas - mężczyzna się uśmiechnął a ja niemal zawyłem z radości
  Byłem pobudzony jak nigdy, wygram ten pojedynek i zbliżę się do finału! Krążyłem po okrągłej Arenie, czekając na swojego marnego przeciwnika. Nie musiałem czekać długo, jednak zamurowało mnie kiedy zobaczyłem aż dwa psy. Jak to... przecież to wbrew zasadą! Dopiero wtedy usłyszałem cichy szelest kilka metrów dalej, odwróciłem łeb i zobaczyłem swojego właściciela trzymającego dość spory plik banknotów. Sprzedał się... i przy okazji moje życie. Warknąłem i rzuciłem psom rozdrażnione spojrzenie. Usłyszałem nagłą salwę okrzyków, był to dla mnie znak. Rzuciłem się na wyglądającego mizerniej psa i wgryzłem mu się w kark. Jednak drugi pies szybko mnie z niego ściągnął, przez kilka minut trwał dziwnego rodzaju taniec. Podgryzałem je jak tylko byłem w stanie, po czym uskakiwałem przed ich atakami. Wreszcie, kiedy zobaczyłem drobny uszczerbek w ich strategi, zaatakowałem młodszego, słabszego psa rozgrywając mu skórę na plecach. Masa krwi wylała się na Arenę, a sam pies upadł z piskiem. To był koniec walki dla niego. Otrzepałem pysk z krwi i spojrzałem rozbawiony na lekko zdezorientowanego psa, który nadal pozostał w walce.
- Zapłacisz za to...
- Nie chrzań! Atakuj... no chyba, że się boisz - zaśmiałem się
Pies wpadł w szał i skoczył w moim kierunku, szybko jednak walnąłem go łapą w czoło, lekko przygniatając go następnie do ziemi. We łbie coś mu strzeliło a on sam pisnął, cudem wyrwał mi się i zaczęliśmy się równo okładać. Jednak i tak ja miałem przewagę. Pies nie miał już kawałka ucha a pomimo tego nadal sprawnie walczył.
- Przestań zgrywać kozaczka, chcesz zginąć!? - podłożyłem mu łapę, pies upadając niefortunnie skręcił sobie tylną łapę - Nawet Ci ludzie, nie zdążą Cię teraz uratować...
Stanąłem obok psa i już przygotowywałem się do ostatecznego ataku, kiedy usłyszałem mnóstwo krzyków. Bynajmniej nie były to okrzyki które miały mnie dopingować. Nagle do pomieszczenia wbiegło gdzieś 20 umundurowanych mężczyzn. Mężczyźni, zamieszani w organizowanie walk zaczęli uciekać, a reszta rozpoczęła walkę. Nie odbyło się bez strzałów. Kiedy kilka osób padło bez życia na ziemię, zdobyłem się na ucieczkę. Niestety sam przy tym oberwałem, kiedy tylko poczułem ten ogromny ból, upadłem na podłogę. Potrzebowałem chwili, żeby móc się zebrać. Kiedy już wstałem, postanowiłem zignorować ból i z całych sił w łapach uciekać. Wolność, po tylu latach... otworzyła się nowa ścieżka. Ścieżka, która niebawem może się również zakończyć.
~
 Przeżyłem, a mało brakowało. Zostałem przygarnięty przez małą sforę, małą bo jak na razie się rozrasta. Byłem już tutaj z tydzień? Na pewno nie więcej. Tak więc zdążyłem się troszkę wykurować, jeśli mogę to tak nazwać. Samodzielnie mogłem już udawać się na polowania i tym samym sposobem przestać polegać na tamtych psach. Do tej pory wyglądało to na zasadzie: Kishan odpoczywa a my podajemy mu pod nos żarcie.
Czas to wreszcie zmienić, kiedy zwęszyłem zapach saren od razu rzuciłem się w tamtym kierunku. Kiedy jednak już dotarłem na miejsce, okazało się, że ktoś mnie ubiegł. A mianowicie jakaś suczka, której nie znałem.
- Kim jesteś? - zapytałem a raczej niemile burknąłem

(Hanami?)

Od Asky do Marshal'a i całej sfory

Byliśmy na wojnie.Zabiłam kilka psów.A jeden człowiek wziął mnie za tylne łapy i trzymał z kilka sekund kiedy mnie póścił rzuciłam się na niego.Chciałam oderwać m głowę ale raczej nie mogłabym tego zrobić więc pogryzłam go.Po wojnie którą wygraliśmy poszłam do swojej jaskini i padłam na legowisko.Następnego dnia przyszedł Marshal z sarną w pysku.

Od Marshal'a cd Majki

Suczka zaczeła się śmiać.
-Wes się nie śmiej ! Jestem jeszcze zdenerwowany po wczorajszej nocy ! Wojna...
-Aha...rozumiem...
-No, nie wiem...
-Dobrze, że wilki nam pomogły...
-Właśnie...
Dręczyła mnie jedna tajemna myśl.
<Majka?>

Od Majki do Marshal'a

Przeciągnęłam sie i powoli wyszłam z jaskini. Zobaczyłam piękny buliet kwiatów. Westchnęłam i uśmiechnęłam sie. Podniosłam kwiaty i zaniosłam do jaskini. Szłam w stronę lasu, zobaczyłam Marshal'a, radośnie do niego potruchtałam i zaszłam go od tyłu.
- Dzień dobry. - Szepnełam Pies lekko podskoczył zdziwiony.
<Marshal?>

Sojusz !

Sojusz z watahą :

♠ Wataha Wily Hunters ♠

Zapraszam do watahy 


Adm. Szalona Julia
Alpha II - Marshal 

Uwaga !

Proszę całą Sforę o napisanie opowiadania o wojnie z ludźmi !
Pamiętaj !:
-Jest 20 złych psów i trzech mężczyzn !
-Wilki nam pomagają  !
-Dwa wilki giną !
-Alpha II zostaje ranny od strzału, na szczęście rana nie jest poważna !
- Wygrywamy tą bitwę !
- Albo atakujesz ludzi albo ich psy !
-Opisz walkę z jednym psem/człowiekiem !

Czekamy na opowiadania !
Adm. Szalona Julia - Alpha II Marshal

Od Marshal'a cd Asky i do CAŁEJ sfory

Byłem zaskoczony ! Nie każdy się do mnie przytulał !
-Eeee...Spoko...-powiedziałem.
-Dobra...Ja lece !-powiedziała.
-Ok...
Zostałem sam ze swoimi idiotycznymi myślami...
-------------------------------------------------------------
Wstałem i poszedłem na polowanie, był wieczór. Sfora już wiedziała o ataku na ludzi. Złapałem zająca i najadłem się. Potem trochę ścigałem sarny by poćwiczyć przed walką. Aż w końcu zobaczyłem zbliżającą się watahę. Zwołałem wszystkich.
Wataha i Sfora stali na przeciwko siebie. Wystąpiłem z Aliee do Alphy watahy.
-A więc ?-zapytał Alpha wilków.- Jakoś was tak mało...i jaki macie plan ?
-Myślałem nad otoczeniem ludzi i atakiem znienacka... Podzielimy się na połowę i jedna grupa zaatakuje ludzi, druga psy...
-Hm...Jak na kundla nieźle myślisz !-powiedział wilk.
Lekko warknąłem. Ruszyliśmy na bój !
Zaatakowałem pierwszy, jednego psa i szybko rozerwałem mu brzuch. Walka była długa...Ale wygraliśmy. Ludzie zostali ranni, a nie przeżył żaden z psów.  Nasze szkody nie były wielkie ! Zginęły dwa wilki od strzałów i 10 psowatych było rannych (w tym ja) od strzałów.
<Asky?>