sobota, 18 kwietnia 2015

Od Majki do Marshal'a

- Nic, nie ważne... - Pokręciłam łbem.
Marshal tylko prychnął i szedł dalej. Ja się zatrzymałam i przez chwilę myślałam.
- Coś się stało? - Zapytał.
- Nie, idź dalej. - Powiedziałam i zawróciłam.
- Majka! - Krzyknął.
Jednak nie zwracałam na to uwagi i szybko zaczęłam iść. Poszłam do parku, było w nim trochę dużo ludzi, więc poszłam w stronę starego mostku. Usiadłam na betonie gdzie siedziałam kiedyś z ukochanym zaczęłam śpiewać.
nigdy już nie będzie nas.
Choć zaczynam nowy dzień
teraz więcej wiem
Jeszcze wczoraj przysięgałeś
miłość po grób
właśnie wczoraj obiecałeś że
nie skrzywdzisz mnie znów.

Ref.
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

2.Kiedyś byłam pełna ciepła
mogłam wiele dać.
Od miłości uciekłam
nie chce jej już znać.
Jeszcze wczoraj przysięgałeś
miłość po grób,
właśnie wczoraj obiecałeś ze
nie skrzywdzisz mnie znów

Ref.
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

3.Właśnie teraz żegnam cię
wierząc że nie będzie źle
ocierając swoje łzy
zatrzaskuje drzwi
nigdy więcej,
nigdy więcej...
miłość po grób
nigdy więcej,
nigdy więcej...
nie, nie skrzywdzisz mnie znów

Ref.
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham

Usiadłam i spojrzałam w wodę gdzie odbiła się tylko połowa mnie. Wybiegłam z tam tond, zaczęły mnie wołać jakieś małe dzieci. Powoli do nich podeszłam. Zaczęły mnie głaskać i rzucać mi patyki, trochę się z nimi pobawiłam potem chciałam już wrócić do mojej jaskini, po drodze zobaczyłam hycla, trochę się przestraszyłam, spojrzał na mnie i wyciągnął siatkę, w wozie miał 3 psy. Westchnęłam i zaczęłam powoli iść. Hycel się chytrze uśmiechnął i chciał na mnie wbiec, ominęłam siatkę i weszłam pod wóz. Przegryzłam szybko dwa kabelki, wyszłam i od razu zobaczyłam kij skierowany na mnie. Koleś walnął mnie w przednią łapę, spojrzałam jak spływa mi czerwona krew. Nie robiłam sobie nic z tego i wskoczyłam na hycla przewracając go. Gdy upadł wskoczyłam do wozu i otworzyłam klatki.
- Przed siebie i wprawo! - Krzyknęłam do psów.
- A co z tobą? - Zapytał owczarek niemiecki.
- Dam se radę. - Uśmiechnęłam się i popędziłam psy. - No szybko!
Podbiegłam do hycla i ugryzłam go w rękę, po czym zaczęłam biec przed siebie. Przeskoczyłam przez mur i wbiegłam do lasu. Zaczęłam iść do swojej jaskini.
<Marshal?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz