- E tam... - Machnęłam łapą. - Nie jest tak źle.
- Według mnie wszyscy ludzie są źli. - Burknął pies.
Zachichotałam cicho i pociągnęłam Marshal'a za ucho.
- Chodź, pokażę ci mój mały świat.
Zaczęłam iść przed siebie machając i trzymając ogon w górze. Marshal dogonił mnie i szedł obok mnie. W końcu dotarliśmy do miasteczka, zaczęłam iść w stronę restauracji. Usiadłam przy barze i szepnęłam do Marshal'a
- To Philip. Daje jeść każdemu bezpańskiemu psu, właściciel restauracji znam go już bardzo długo.
Zaczęłam szczekać i drapać w blat, zza niego wyłoniła się smukła sylwetka człowieka. Stanęłam na dwie łapy i przybrałam pozę "tancerza". Pan Philip się zaśmiał i przyniósł mięso dla mnie i dla Marshal'a.
- Zołczak! - Uśmiechnął się do mnie. - Przyprowadziłaś sobie kolegę heem?
Rzucił nam mięso. Kiwnęłam do Marshal'a i zaczęłam jeść. Gdy skończyliśmy wyszliśmy na chodnik.
- Znam jeszcze taki kilku, oraz dobre miejsca. Biegnij za mną!
Zaczęłam biec do mojej kryjówki, przeszliśmy przez mały tunel i przeczołgaliśmy przez dziurę, dotarliśmy do miejsca gdzie było dużo starych materacy i sof.
- Tutaj przebywałam gdy byłam jeszcze uliczną psinką. - Westchnęłam.
<Marshal?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz