Po chwili skakania na sofie postanowiłam wyjść, pocałowałam stary kocyk który leżał w koncie, miałam go od dzieciństwa. Podeszłam do Marshal'a.
- Eh... - Westchnęłam. - Chodźmy już.
Marshal wstał i zaczął iść na przód nie odzywając się.
- Nie mogę sobie sama załatwiać pożywienia okej? - Powiedziałam trochę głośno z gulą w głosie. - Nie mogę polować, bić się, ani... - Tu mój głos zamarł.
<Marshal?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz