środa, 22 kwietnia 2015

Od Majki do Marshal'a

Milczałam patrząc w ziemię, nic nie czułam, sparaliżowało mnie co mi się zdarzało tylko jak się naprawdę bałam, albo jak nie wiedziałam co robić, a zdarzało to się bardzo rzadko. Moje łapy jak i całe ciało było sztywne, jak z drewna. Marshal mnie dotknął łapą, wtedy się "obudziłam" i zaczęłam iść przed siebie.
- Gdzie idziesz? - Zapytał.
- Przed siebie! - krzyknęłam. - Muszę się na kimś wyżyć. - Dodałam z zaciśniętymi zębami.
Dostałam mocnego "zastrzyku" energii co sprawiło że musiałam się "rozładować". Zaczęłam biec w miejsce gdzie niegdyś były walki, ku mojemu zdziwieniu nadal były, lecz psów było nie wiele. Westchnęłam i weszłam do środka, rozległ się hałas szczekających psów, zostali tylko ci co uwielbiali walki. Ujrzałam Desato stojącego przede mną.
- Proszę, proszę a któż to wrócił? Majeczka? Majunia? Moja dziunia? - Uśmiechnął się.
Chwyciłam go łapą za gardło i przybiłam do ściany.
- Majka! Tylko tak się do mnie zwracaj, a jak do mnie powiesz jeszcze raz dziunia... To ci rozwalę łeb o podłogę! - Krzyknęłam warcząc.
Psy w klatkach zaczęły głośniej szczekać, w kącie ujrzałam małego szczeniaka, przerażonego, był zamknięty w klatce, powoli do niego podeszłam i warknęłam.
- Z tego co mi się zdaje nielegalne jest trzymanie tu szczeniąt!
- Ależ ty byłaś tu, ty tu się urodziłaś. - Powiedział Desato.
- To co innego! Żadne szczeniaki nie powinny przeżywać tego co ja. - Opuściłam głowę.
- Dobra, dobra, po co tu przylazłaś? - Zapytał jeden z klatki.
- Chcę tego malca. - Odpowiedziałam pewna siebie.
- Hola hola, panienko. - Odpowiedział Desato. - Nic za darmo. - Dodał jeden z jego kumpli zza boksu.
- A więc? Co mam zrobić? - Zapytałam patrząc na szczeniaka.
- Stoczyć walkę. - Zaśmiał się złowieszczo Desato.
- Ale w sensie... Taką jak kiedyś walczyłam? - Zdziwiłam się i spojrzałam na psa.
- Tak, ale z równie sprytnym i silnym psem jak ty. A nawet silniejszym. Poznaj proszę Misze.
Zza progu wyszła chuda suczka rasy australian cattle dog.
- Jak z nią wygram, to oddacie mi szczeniaka i nie będziecie więcej prowadzać tu szczeniąt? - Zapytałam.
- Tak, teraz tu rządzą psy, nie ludzie. Naszych właścicieli zabrała policja, ale widownia jeszcze przychodzi oglądać nas.
Czekałam godzinę na moją walkę, wciąż byłam pełna energii i chciałam stoczyć porządną walkę, byłam w stanie poświęcić się, odczuć ból byleby uratować szczeniaka. I nadszedł czas, wskoczyłam na ring i stanęłam na samym końcu. Moja przeciwniczka była dobrze zbudowana i pełna bezczelności na ryju. W końcu rzuciliśmy się na siebie, była sprytna i przegrywałam. Walnęła mną o ziemię, wbiła kły i zaczęła szarpać moją skórę. Odepchnęłam ją łapą i wstałam. Nie zważając na ból ugryzłam ją w ogon i pociągnęłam, ta przewróciła się, chciałam skoczyć jej do gardła, lecz ona przeturlała się. Gdy szła na mnie skoczyłam na nią i było "rodeo". Walka była długa i krwawa, lecz wiedziałam o co walczę, chyba miałam zbyt dobre serce, tak mi się zdawało w jednej chwili. W końcu obie padłyśmy na ziemię, zebrałam resztkę sił i walnęłam sukę w pysk po czym przydusiłam ją do ziemi, rozległ się krzyk ludzi i wiwaty.
- Wygrana! - Krzyknął jeden z ludzi. Suczka nie mogła się podnieść a ja? "Pieprzyć ból R.A.P musisz być dzielny! " - te słowa mi siedziały w głowie. Wyszłam z ringu i poszłam do psów, moja sierść zamiast białej była upaćkana krwią suczki oraz moją. Podeszłam do szczeniaka i uśmiechnęłam się.
- Wygrałaś? - Zapytał jeden z psów.
Przytaknęłam głową i słodkim głosem powiedziałam do malucha:
- Nie bój się mnie, zabiorę cie w piękne miejsce, wszystko będzie dobrze.
Chwyciłam go w pysk i wyszłam z budynku. Poszłam do sfory, gdy byłam przy mojej jaskini położyłam szczeniaka wtedy przybiegł Marshal.
<<Marshal??>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz