-No, dobra... Poradzisz se...-powiedziałam.
Pies chciał już odejść, ale się potknoł i upadł. Jednak nie zareagowałam. Pies się nie poddał i szybko wstał. Niestety, jego łapa krwawiła i zostawiał ślady na ziemi...
-Hm...-zamysliłam się.
-Co ?!-burknoł.
-Nie, nic...ale przez te ślady znajdą Cię ludzie i wsadzą do schroniska...tam tylko kraty i kraty, a potem jak nikt Cię nie chce to usypiają Cię...
-To Co mi kurwa doradzisz ?-zadrwił.
-Znajź jakąś jamę, zaraz będzie padać i zmyje krew...a rana powinna przez ten czas przestać krwawić...-mówiąc to spojrzałam na deszczowe chmury.
Pies wetchnoł i poszedł gdzieś się zaszyć. Po chwili lunoł deszcz, ale nie trawał długo. Zobaczyłam jeszcze z oddali rudego psa wychodzącego z jamy.
Prychnełam jedynie w jego stronę i poszłam. "Cholerna wredota"- powiedziałam pod nosem.
sobota, 18 kwietnia 2015
Od Juliet cd Kishan'a
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz