Dzisiejszego ranka wstałam wcześnie, Majka była na nogach, poinformowałam ją o tym iż wychodzę, rzuciła tylko kilka słów zajęta robotą.
- Uważaj na siebie! Nie gadaj z obcymi! Przede wszystkim nikomu nie ufaj!
- Wiem, wiem Maja... - Pokręciłam głową, ale z uśmiechem i podeszłam do niej po czym szepenęłam do ucha
- Zajdę po drodze do tego naszego staruszka, trochę mu pomogę a potem przyniosę ci coś do jedzenia.
Majka spojrzała na mnie bystrym i śmiesznym wzrokiem. Wybiegłam z jaskini i podeszłam wolno do wodopoju, wpatrzyłam się w swoje odbicie i przypomniałam słowa Majki które dodały mi otuchy. Potruchtałam na łąkę tam próbowałam łapać motyle, czułam że ktoś mnie obserwuje, odwracałam się we wszystkie strony, dostrzegłam coś w krzakach, postanowiłam iść do już do staruszka. Gdy szczekałam przed oknem pan krzyknął radośnie i wyszedł, podniósł mnie do góry i wziął do domku. Szukał czegoś w szufladzie, w końcu wyjął piękną, różową obrożę z medalikiem na którym było moje imię "Lassie". Dzisiaj pan pokazał mi coś bardzo dziwnego, były to cztery małe owce, obwąchałam je i zaczęłam na nie lekko szczekać. Po krótkiej chwili zaczęłam robić coś w stylu zaganiania.
- Dobrze Lassie! Dobra psina! - Krzyczał pan co sprawiało że jeszcze bardziej spodobało mi się to zajęcie. Na koniec dał mi strasznie dużo dobrego mięsa, zaniosłam je do Majki.
- Ło ho! - Krzyknęła.- Co mu się stało że tyle dał? - Zapytała i porwała jeden kawałek.
- Bo... Bawiłam się dzisiaj z owcami! I zobacz! Dał mi te piękną obrożę.
Majka o mało co się nie udusiła.
- Lassie! To było zaganianie! Zapewne uczył ciebie zaganiać owiec... Ile ich było? - Odparła zdziwiona.
- Cztery... Wiesz podobało mi się to, jak na razie to moja jedyna zabawa. - Uśmiechnęłam się i usiadłam prosto.
- Dobrze... Więc chodź do niego i zdobywaj wiedzę... Późno się robi już za chwilkę zachód słońca.- Zmieniła temat Majka.
- Mogę iść jeszcze na dwór? - Zapytałam z nadzieją.
- Em... Nie powinnaś Lassie... - Pokręciła głową.
- Będę grzeczna! Wrócę od razu po zachodzie, chcę tylko zobaczyć ten piękny krajobraz. Będę na łące.- Przekonywałam ją.
- No dobrze... Ale jak nie wrócisz od razu idę po ciebie. - Odpowiedziała srogo.
Wybiegłam z jaskini, gdy byłam na łące usłyszałam coś w krzakach, nie przejęłam się zbytnio. Położyłam się na trawie i wyczekiwałam zachodu słońca. W końcu doczekałam się zachodu, strasznie mi się podobał, nagle zza krzaków wyskoczył szczeniak. Zaczęłam warczeć i cofać się.
- Czemu warczysz? - Zapytał.
- Odejdź! - Rozkazałam,
- Dlaczego? - Zapytał i zaczął się zbliżać a ja jeszcze bardziej cofać.
- Nikt ci nie mówił że z obcymi się nie rozmawia? Bo mnie nie wolno!
- Ale ja nie jestem nieznajomym... Jestem Raphael...ale mów mi Rafi albo Raphi... Ze sfory LD. - Przedstawił się.
- A ja Lassie... Córka Majki... - Westchnęłam.
- Pobawimy się? - Zapytał.
Na rozmowie zleciało nam trochę i było już po zachodzie. Zaśmiałam się i zrobiłam "ukłon" tak jak zrobił Raphi. Nagle wyskoczyła Majka i stanęła nade mną warcząc na psa.
- Zostaw ją w spokoju! - krzyknęła Lassie.
- Ale ja nic nie zrobiłem, chcieliśmy się pobawić. - Wytłumaczył Raphi.
- Nikt nie będzie się zbliżał do mojej córki, bez mojej zgody! - Warknęła Majka po czym wzięła mnie w pysk i zaczęła iść. Cicho szepnęłam do psa
- Cześć.
<Raphi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz