Tak sobie muzyczka w tle ;3
~
- Głupi pies - usłyszałem gdy tylko otworzyły się ciężkie, metalowe drzwi [wcześniej były normalne, ale je zniszczyłem ] - to twój czas - mężczyzna się uśmiechnął a ja niemal zawyłem z radości
Byłem pobudzony jak nigdy, wygram ten pojedynek i zbliżę się do finału! Krążyłem po okrągłej Arenie, czekając na swojego marnego przeciwnika. Nie musiałem czekać długo, jednak zamurowało mnie kiedy zobaczyłem aż dwa psy. Jak to... przecież to wbrew zasadą! Dopiero wtedy usłyszałem cichy szelest kilka metrów dalej, odwróciłem łeb i zobaczyłem swojego właściciela trzymającego dość spory plik banknotów. Sprzedał się... i przy okazji moje życie. Warknąłem i rzuciłem psom rozdrażnione spojrzenie. Usłyszałem nagłą salwę okrzyków, był to dla mnie znak. Rzuciłem się na wyglądającego mizerniej psa i wgryzłem mu się w kark. Jednak drugi pies szybko mnie z niego ściągnął, przez kilka minut trwał dziwnego rodzaju taniec. Podgryzałem je jak tylko byłem w stanie, po czym uskakiwałem przed ich atakami. Wreszcie, kiedy zobaczyłem drobny uszczerbek w ich strategi, zaatakowałem młodszego, słabszego psa rozgrywając mu skórę na plecach. Masa krwi wylała się na Arenę, a sam pies upadł z piskiem. To był koniec walki dla niego. Otrzepałem pysk z krwi i spojrzałem rozbawiony na lekko zdezorientowanego psa, który nadal pozostał w walce.
- Zapłacisz za to...
- Nie chrzań! Atakuj... no chyba, że się boisz - zaśmiałem się
Pies wpadł w szał i skoczył w moim kierunku, szybko jednak walnąłem go łapą w czoło, lekko przygniatając go następnie do ziemi. We łbie coś mu strzeliło a on sam pisnął, cudem wyrwał mi się i zaczęliśmy się równo okładać. Jednak i tak ja miałem przewagę. Pies nie miał już kawałka ucha a pomimo tego nadal sprawnie walczył.
- Przestań zgrywać kozaczka, chcesz zginąć!? - podłożyłem mu łapę, pies upadając niefortunnie skręcił sobie tylną łapę - Nawet Ci ludzie, nie zdążą Cię teraz uratować...
Stanąłem obok psa i już przygotowywałem się do ostatecznego ataku, kiedy usłyszałem mnóstwo krzyków. Bynajmniej nie były to okrzyki które miały mnie dopingować. Nagle do pomieszczenia wbiegło gdzieś 20 umundurowanych mężczyzn. Mężczyźni, zamieszani w organizowanie walk zaczęli uciekać, a reszta rozpoczęła walkę. Nie odbyło się bez strzałów. Kiedy kilka osób padło bez życia na ziemię, zdobyłem się na ucieczkę. Niestety sam przy tym oberwałem, kiedy tylko poczułem ten ogromny ból, upadłem na podłogę. Potrzebowałem chwili, żeby móc się zebrać. Kiedy już wstałem, postanowiłem zignorować ból i z całych sił w łapach uciekać. Wolność, po tylu latach... otworzyła się nowa ścieżka. Ścieżka, która niebawem może się również zakończyć.
~
Przeżyłem, a mało brakowało. Zostałem przygarnięty przez małą sforę, małą bo jak na razie się rozrasta. Byłem już tutaj z tydzień? Na pewno nie więcej. Tak więc zdążyłem się troszkę wykurować, jeśli mogę to tak nazwać. Samodzielnie mogłem już udawać się na polowania i tym samym sposobem przestać polegać na tamtych psach. Do tej pory wyglądało to na zasadzie: Kishan odpoczywa a my podajemy mu pod nos żarcie.
Czas to wreszcie zmienić, kiedy zwęszyłem zapach saren od razu rzuciłem się w tamtym kierunku. Kiedy jednak już dotarłem na miejsce, okazało się, że ktoś mnie ubiegł. A mianowicie jakaś suczka, której nie znałem.
- Kim jesteś? - zapytałem a raczej niemile burknąłem
(Hanami?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz