Gdy zjedliśmy krulika oprowadziłem Asky po jaskini.
-Ciasno, ale własno...-powiedziałem na koniec.
-Aha...ale i tak jest fajnie...
-Cieszę się że Ci się podoba...-uśmiechnołem się.-Idziemy na spacer ?
-Oczywiście !
Razem spacerowaliśmy po łąkach,polach i lasach. Raptem z krzaków wyskoczył jakiś pies. Złapał Asky za gardło. Bez namysłu rzuciłem się na psa. Najpierw odepchnołem go od suczki. A potem skoczyłem mu ma plecy. Pies mnie zwalił ale ja się nie podawałem. Złapałem psa za skurę na karku i rzuciłem nim o kamień. Muzg się rozjebał i wylał. To był okropny widok. Pies żył jeszcze trochę i cierpiał.
-Zabij go !-krzyknęła Asky.
-Nie, niech trochę pocierpi !-zaśmiałem się złowieszczo.
-Ale ja proszę...
-Niech będzie...-powiedziałem i roszarpałem brzuch dla psa, który w tym momencie zdechł.
-Chodźmy stąd ! Jesteśmy poza terenami sfory... Mogą nas tu atakować...-powiedziałem idąc w przeciwną stronę.
<Asky ? Jakto Asky umiera ?!?!?!?!?!>
sobota, 25 kwietnia 2015
Od Marshal'a cd Asky
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz