- Lalka? - Usłyszałam Zarrock'a
- Ooo chyba czas wiać. - Zaśmiałam się i zaczęłam biec.
Zarrock pognał za mną a chłopacy z tyłu darli się.
- To nie ona! Ona nie żyje!
Biegłam jak szalona w miejsca gdzie było najwięcej przeszkód a Zarrock musiał je omijać, nie najlepiej sobie z tym radził bo był beaucoronem. Jednak gdy byłam już na końcu pojawił się strasznie wysoki mur, taka jakby fosa. Pies stanął przede mną.
- To ty żyjesz? - Zapytał zdziwiony.
- Nie. - Uśmiechnęłam się chytrze i popatrzyłam na mur.
- O nie Majka, tylko nie ten numer.
Odbiłam się od muru i zrobiłam salto po czym dalej pobiegłam. Byłam trochę zmęczona, jednak mina jaką miał Zarrock dodawała mi sił i jeszcze większej zabawy. Wracałam do sfory, spokojnie i pomału, nagle z rogu wyskoczył Zarrock. Szłam powoli jak gdyby nigdy nic.
- Majka! Wróć, dlaczego odeszłaś?
- To moja sprawa, ale wiesz... Źle mnie traktowaliście.
- Może i tak... Ale chyba wrócisz nie?
- Nie... Nauczyłeś mnie czegoś kiedy byliśmy razem.
- Czego? - Zapytał.
- Umiesz liczyć? Licz na siebie innych twoje szczęście jebie. - Uśmiechnęłam się chytrze.
- Jak możesz!
Pies chciał mnie ugryźć w łapę jednak przed tym ją zabrałam i jak się pochylił drugą łapą walnęłam go w łeb.
- Mogę, a ty się odwal, masz swój gang? Przypominam ci to ty mnie zraniłeś! Zostawiłeś mnie na pastwę losu! Miałam szczęście że wypracowałam te zasraną technikę bo jak nie to ten hycel by mnie złapał! Zrobiłeś to celowo, celowo go tam zbawiłeś żebyś mógł się prowadzać z Jasmine a mnie się pozbyć! A ja? Zostałam sama, potrzebowałam tylko trochę ciepła, uczucia że mam kogoś kto mnie pokocha za to kim jestem, nie za wygląd czy też umiejętności, ale ty nie potrafiłeś mnie docenić, myślałam że jesteś inny, jednak się myliłam, bo nie ma już tego co było między nami na samym początku bo ci się znudziłam jak zabawka... Czy tak wiele wymagałam? Czy to za dużo było? - Mówiąc to miałam jakąś gulę w gardle, Zarrock stał ze spuszczoną głową i zastanawiał się co powiedzieć, lecz nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Łzy zaczęły mi spływać po pysku, spojrzałam na niebo i dostrzegłam burzowe chmury, już po chwili krople deszczu zaczęły mi spływać po pysku i mieszać się z łzami. Odbiegłam z płaczem. Biegłam aż do lasu tam zobaczyłam przewrócone drzewo i dziurę w pniu, weszłam do niej i położyłam się. Zaczęłam nucić coś cichutko, tylko muzyka mnie uspakajała.
Może nie powinieneś wracać
Może nie powinieneś wracać do mnie
Jestem zmęczona byciem smutną, zmęczona wiecznym wściekaniem się , kochanie
Przestań, natychmiast, tylko mnie zawiedziesz, oh oh,
Może nie powinieneś wracać
Może nie powinieneś wracać do mnie.
Cicho śpiewałam sobie, zamykając oczy miałam chwile spędzone z Zarroc'kiem których żałowałam. Deszcz nie przestawał padać. Postanowiłam iść do swojej jaskini. Po drodze widziałam Marshal'a zmierzającego w stronę swojej jaskini. Z opuszczoną głową odwróciłam się w jego stronę i dalej dreptałam przed siebie, moja jaskinia jednak była dalej a ja nie chciałam już iść, wskoczyłam na małe drzewo i położyłam się na jego gałęziach.
<Marshal?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz